Tym razem śnił mu się koszmar, który na szczęście nazajutrz ledwie pamiętał. Pojawiał się w nim ptaszek… — Mario Vargas Llosa
Tym razem śnił mu się koszmar, który na szczęście nazajutrz ledwie pamiętał. Pojawiał się w nim ptaszek, kanarek o czystym głosie, udręczony zamknięciem w klatce. Jego rozpacz przejawiała się w nieustannym biciu w kraty skrzydełkami barwy złota, jakby miał nadzieję, że dzięki temu rozstąpią się przed nim i będzie mógł wylecieć. Małe oczka poruszały się bez ustanku w orbitach, błagając o litość. Roger, chłopczyk w krótkich spodenkach, mówił mamie, że nie powinno być na świecie klatek i ogrodów zoologicznych, że zwierzęta powinny żyć zawsze na wolności. Jednocześnie działo się coś tajemniczego, osaczało go jakieś niebezpieczeństwo, niewidzialne, które wyczuwał szóstym zmysłem, coś podstępnego, zdradzieckiego, co było tuż – tuż, co miało zaraz uderzyć.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
To właśnie jest historia, gałąź fikcji podająca się za wiedzę.
Przez wiele lat religia była mi obojętna…(…)…ale nigdy nie przestałem wierzyć w Boga. Uważałem go za pierwszą zasadę życia. I wiele razy (…) zapytywałem się z przerażeniem: Jak może Bóg pozwalać na coś takiego? Co to za Bóg, który toleruje, by tyle tysięcy mężczyzn, kobiet, dzieci cierpiało podobne katusze? Trudno to zrozumieć, prawda?
Roger czuł się jak kołysany do snu, krążył w kółko, dreptał w miejscu manipulowany przez niewidzialne, lecz potężne siły. Wszystkie zabiegi, obietnice, informacje, rozsypywały się, rozpływały w powietrzu, fakty nigdy nie pokrywały się ze słowami. To, co czyniono, i to, co mówiono, to były dwa odrębne światy. Słowa zaprzeczały czynom, czyny zadawały kłam słowom, a wszystko odbywało się na zasadzie powszechnego oszustwa, chronicznego rozdźwięku między mową a działaniem uprawianego przez wszystkich dokoła.

