(…) spokojnie poszedłem do jadalni na pogadankę. Czekała tam już na nas pobudzona kobieta z obłędem w oczach… — Joanna Fabicka
(…) spokojnie poszedłem do jadalni na pogadankę. Czekała tam już na nas pobudzona kobieta z obłędem w oczach i gruby kapitan policji. Co rusz nerwowo pochrumkiwał.
– Ten tego… kapitan… pszczalski. Drogie dzieci, wiecie już zapewne, jakie zagrożenie niesie ze sobą narkotyk… ten tego. Aby z tym walczyć, należy o tym mówić i uświadamiać. Taaa… uświadamiać. A więc… narkotyki niosą ze sobą wielkie zagrożenie.
Czekaliśmy na dalszy ciąg, a kapitan szukał czegoś nerwowo w notatkach. Wreszcie wyjął fotografię jakiegoś muchomora:
– Oto grzyb halucynogenny. Rośnie w lasach liściastych, ten tego… Najlepiej zbierać go wczesną jesienią, obgotować w małej ilości wody i pić, ten tego… wywar.
Co gorliwsi uczniowie zaczęli notować. Ciągnął tak jeszcze z godzinę, omawiając szczegółowo cykl produkcyjny polskiej heroiny, a na koniec przedstawił nam dziewczynę:
– Tak wygląda osoba uzależniona od narkotyków.
Osoba nic nie powiedziała, może dlatego, że tymczasem głęboko zasnęła. Kapitan, widząc, że główny atut wymyka mu się z rąk, zaczął w panice grzebać po kieszeniach munduru. Wreszcie, żeby zwiększyć atrakcyjność pogadanki, rzucił na stół garść fabrycznie zapieczętowanych torebek:
– Oto próbki różnych narkotyków: marihuana, haszysz, amfetamina… kokainy niestety nie ma, bo w naszej komendzie wyczerpały się fundusze na zakup dowodów rzeczowych… ten tego.
Wszyscy rzucili się oglądać te cudeńka i nagle zrobił się niezły meksyk! Między kapitanem a jego podopieczną wybuchła awantura. Znienacka przebudzona dziewczyna zaczęła wykrzykiwać, że dość już ma udawania narkomanek, ofiar gwałtów i żon mafii i jak nie podniosą jej pensji, to mogą ją w dupę pocałować! Albo sami udawać margines i prostytutki! Kapitan spanikował, ale i tak nikt na niego nie zwracał uwagi, bo stało się coś jeszcze gorszego: Ktoś ukradł wszystkie próbki!!!
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Ciągle muszę znosić jej docinki. Jest taka gruboskórna…
Wiem, bo kiedyś położyłem jej na krześle pinezkę i nic nie poczuła!
Ciągle żyję, ale nie jestem tak naiwny, żeby sądzić, że będzie to trwało wiecznie.
W szkole poszedłem do pokoju nauczycielskiego, przeprosić, że zawiodłem ich nadzieje i nie wystartowałem w konkursie poetyckim. Wydawali się pełni zrozumienia. Matematyk powiedział, głaszcząc mnie po włosach:
– I dzięki Bogu!
A potem wytarł sobie rękę chusteczką higieniczną.

