(…) właśnie obudził ją dźwięk niezrozumiały acz znajomy. Któż, na miły Bóg, mógł chrapać na sąsiednim łożu… — Joanna Chmielewska
(…) właśnie obudził ją dźwięk niezrozumiały acz znajomy. Któż, na miły Bóg, mógł chrapać na sąsiednim łożu, jeśli Karol był nieżywy…?!
Poruszyła się, usiadła, popatrzyła. Nie uwierzyła własnym oczom.
Przy jej boku chrapał Karol. Żywy. W żadnym wypadku żadne zwłoki w ten sposób chrapać nie mogły!
s. 194Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Wcale nie było pewne, czy myśli o rozwodzie Jola sama nie podsunęła mu dyplomatycznie, aczkolwiek do romansu Karol się nie rwał. Gdyby miał ratować morskich odmętów Jolę i karty kredytowe, gwarantowanie rzuciłby się ku kartom. Na szczęście pływać Jola umiała…
s. 79
(…) do gabinetu Karola wślizgnął się przez uchylone drzwi Pucuś. Jak każdy kot, był indywidualnością i miał swoje prywatne upodobania. Lubił papier.
Pucuś, rzecz jasna, napisu na kartce nie czytał, ale obwąchał ją (…). Po czym spróbował wziąć w zęby, co na gładkim, śliskim blacie okazało się niemożliwe. Pomógł sobie łapką i przesuwał papier tak długo, aż (…) kartka spłynęła na podłogę.
(…) zeskoczył za nią i pomiętosił ją pazurami, wdeptując w dywan, dzięki czemu przestała być taka obrzydliwie gładka i pozwoliła się chwycić zębami. Promieniując zadowoleniem, kot wymaszerował z gabinetu z pomiętym nieco kawałkiem papieru w pyszczku i poszedł do siebie, to znaczy na dużą (…) poduchę (…). Tam oddał się szczytowej przyjemności, polegającej na ponownym deptaniu i delikatnym naddzieraniu, to ząbkami, to pazurkiem. Cichutkie trzaski i szelesty wprawiały go w stan upojenia.
s. 137
Konrad jej [Justynie] się spodobał od pierwszej chwili, ale samo podobanie to nie było wszystko. Spodobać się jej mógłby piękny koń, piękny obraz, piękny budynek… Nie poleci wszak do łóżka z koniem ani, tym bardziej, z obrazem czy budynkiem!
s. 237

