– Lochy – powiedział pośpiesznie. – Tu są lochy. Chwilę trwało milczenie. – Lochy są bardzo niebezpieczne –… — Joanna Chmielewska
– Lochy – powiedział pośpiesznie. – Tu są lochy.
Chwilę trwało milczenie.
– Lochy są bardzo niebezpieczne – powiedział ostrzegawczo Janusz. – Szczególnie, jak mają małe. Rzucają się na każdego.
Barbara i Karolek zgodnie odczuli jakieś dziwne oszołomienie.
Obydwoje wiedzieli wprawdzie, że locha to jest maciora dzika, ale w pierwszej chwili wydało im się, iż Lesio ma raczej na myśli tereny poniżej zamkowych piwnic. Wizja lochów lęgnących małe i rzucających się na każdego, odebrała im głos.
Lesio popatrzył na Janusza wzrokiem całkowicie pozbawionym wyrazu.
– One są chyba stare – powiedział trochę niepewnie. – I w ogóle dlaczego małe?…
– No, małe – wyjaśnił Janusz niecierpliwie. – Warchlaki. Nie wiem, czy stare mogą mieć ale przecież są i młode!
Teraz Lesio odczuł oszołomienie. Barbara i Karolek wymienili spojrzenia.
– Jeden z nich zwariował – powiedziała Barbara z troską. – Nie wiem, który.
– Mnie się wydaje, że obaj – odparł Karolek z głębokim przekonaniem.
– O co wam chodzi – zdziwił się Janusz. – Chyba dobrze mówię, nie? Warchlaki. Lochy mają warchlaki.
– Nie, to my mamy lochy – zaprotestował słabo Lesio i Janusz przyjrzał mu się nagle z nie ukrywanym zdumieniem.
– Loch… – zaczął Karolek.
– Locha – poprawił Janusz.
– Ratunku – powiedziała beznadziejnie Barbara…
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Naturalną rzeczy koleją po niedzieli wstał poniedziałek.
– Dajcie tę przykładnicę, założę mu, bo z gadania to już widzę, że nic nie wyjdzie.
Na widok przykręcanych do przykładnicy rolek cudzoziemiec okazał wyraźne zdziwienie i nieufność. Wydał z siebie kilka nieartykułowanych pytających dźwięków, obejrzał przykładnice, zamocowane na pozostałych deskach, poruszył nimi lekko i wykonał kilka gestów, wskazujących, iż nie pojmuje braku poprzecznego ramienia przy chodzących na rolkach rajszynach (…).
– No co on, rolek nie widział czy co? – zdziwił się Lesio z niesmakiem. – Dzicz jakaś na tym zachodzie… (…)
– Powiedz mu, że my pracujemy na rolkach, bo nie mamy trzeciej ręki – podpowiedział Karolek Januszowi. – Możliwe, że oni mają, ale my nie.
(…) W umysł nowego pracownika usilnie wpajano przekonanie, iż gdzieś w Europie egzystują tajemnicze trzyrękie istoty, posługujące się tradycyjnymi przykładnicami. Z uwidocznionych na starych odbitkach historii obrazkowych niezbicie wynikało, że istoty te emigrują z Polski, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu, jeśli nie liczyć odciętych, najprawdopodobniej siekierą trzecich rąk.
Skruszonego męża nie było, a za to wokół widniało pobojowisko, nasuwające na myśl skojarzenia z trzęsieniem ziemi lub też przejściem trąby powietrznej.

