– Ja cze kocha – rzekł Bjorn wkrótce potem, patrząc na Karolka z życzliwym uśmiechem. – Na litość boską… — Joanna Chmielewska

– Ja cze kocha – rzekł Bjorn wkrótce potem, patrząc na Karolka z życzliwym uśmiechem.

– Na litość boską, czego on się mnie czepia jak rzep psiego ogona?! – powiedział Karolek z rozpaczą.

– Kocha cię, nie słyszysz? – odparł Janusz niemiłosiernie, z wyraźnym zadowoleniem, iż uczucia cudzoziemca nie na niego padły. – Kogo ma się czepiać, jak nie ukochanej osoby?

– Nie mógłby kochać kogoś innego? – zaprotestował Karolek. – Musi mnie?

– Dam czy ryja – obiecał mu w odpowiedzi Bjorn, błogo uśmiechnięty.

– Nie chcę! – jęknął Karolek, przywiedziony tą obietnicą niemal do paniki.

– Dlaczego nie chcesz? – zdziwił się Lesio. – Niech ci da, zobaczymy co to takiego.

– Nie wiesz co to jest ryj? – zdziwił się z kolei Janusz.

– Ja cze kocha – powtórzył Bjorn, uporczywie zwracając się do Karolka. – Odwal sze.

– Bardzo dziwne objawy uczuć – stwierdziła Barbara, z zainteresowaniem przysłuchując się konwersacji. – Chyba on ma na myśli coś innego…

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0

Więcej z tej książki

Wszystkie cytaty z tej książki