Elżbieta wzięła mnie na stronę. Strona znajdowała się na końcu tarasiku, przy poprzewracanych fuksjach. Jedną… — Joanna Chmielewska
Elżbieta wzięła mnie na stronę. Strona znajdowała się na końcu tarasiku, przy poprzewracanych fuksjach. Jedną podniosła.
– Słuchaj, co to były te studnie Napoleona? Co on miał na myśli?
– Jak to? – zdziwiłam się. – To samo co Ilja Erenburg. Nie słyszałaś?
– Nie. Jeszcze bardziej nie rozumiem.
– O Boże, inne czasy czy co…? Wcale nie dowcip, tylko fakt, chociaż zrobili z tego dowcip. Na egzaminie w liceum nauczyciel spytał ucznia, co wie o stu dniach Napoleona, na co on zaczął ględzić, że jak Napoleon był w Afryce, to kazał na pustyni kopać takie studnie, żeby armia miała wodę i tak dalej. Studnie Napoleona, znana rzecz!
– A Ilja Erenburg?
– To na egzaminie wstępnym, i to na moim wydziale, prawie w moich czasach, kandydat na studenta dostał pytanie, kto to był Ilja Erenburg. Na co bez wahania odpowiedział: „Ostatnia kochanka Hitlera”. Jak Boga kocham, święta prawda, ale zauważ, że to było niewiele lat po wojnie!
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
U siebie akurat gówno bym kupiła, bo tylko gówno w dzisiejszych czasach jest łatwo dostępne (…).
Zastanawiam się, czy oni kiedykolwiek się ruszą. Przecież nie przyjechali tu po to, żeby z całej Danii obejrzeć mój dom i nic więcej.
Znałam ją od dziewczynki w wieku szkolnym i nie było wypadku, żeby Elżbieta czymkolwiek się przejęła, trupy mogły padać wokół niej i bomby lecieć na głowy, nie szkodzi, nie mrugnęłaby okiem. Nie pomogłaby nawet tych trupów zbierać, uznawszy, że i tak nic im to nie pomoże, a porządek na ulicy mają głęboko w nosie. Jeśli jeszcze trochę żywi, a, to tak, ale skoro już przepadło…

