Cytaty
U siebie akurat gówno bym kupiła, bo tylko gówno w dzisiejszych czasach jest łatwo dostępne (…).
Zastanawiam się, czy oni kiedykolwiek się ruszą. Przecież nie przyjechali tu po to, żeby z całej Danii obejrzeć mój dom i nic więcej.
Znałam ją od dziewczynki w wieku szkolnym i nie było wypadku, żeby Elżbieta czymkolwiek się przejęła, trupy mogły padać wokół niej i bomby lecieć na głowy, nie szkodzi, nie mrugnęłaby okiem. Nie pomogłaby nawet tych trupów zbierać, uznawszy, że i tak nic im to nie pomoże, a porządek na ulicy mają głęboko w nosie. Jeśli jeszcze trochę żywi, a, to tak, ale skoro już przepadło…
Wodolejstwo jest dowodem braku inteligencji (…).
Nasłuchałam się o nim mnóstwo od nieskończoności, a w życiu człowieka na oczy nie widziałam nawet na zdjęciu, pojawiła się szansa, że go wreszcie zobaczę. Lubię poznawać ludzi optycznie.
– I nie słuchałaś, co on potem mówił?
– Kto?
– Romeo, wodolej, słowotok, pangolin, pan Wacław…
– Coś podobnego! – zdziwiła się Alicja zgryźliwie. – Popatrz, nie zauważyłam towarzystwa takiej licznej wycieczki!
– A ona co?
– Przecież mówię, że nic. Równie dobrze mógł iść chochoł albo krowa, albo pień… Spytałam drugi raz, trochę głośniej, bo mogła być głucha, z tym samym rezultatem. Nie zwolniła, nie przyśpieszyła, nie spojrzała, jakby mnie wcale nie było. Prawie nabrałam obaw, że mnie rzeczywiście nie ma.
Dania operuje formą „ty” bez względu na to, czy rozmawia minister ze śmieciarzem, czy arystokratyczna milionerka z listonoszem. Na własne uszy słyszałam, jak pan profesor Królewskiej Akademii Architektury gawędził per „ty” ze świeżo poznanym cieślą.
Przydałby mi się Aleksander Macedoński, ale mogła go zastąpić Alicja, nawet bez miecza.
Byłam pewna, że na taki pomysł prędzej wpadnie stół ogrodowy niż Marianek (…).
Nie widziałam jeszcze dotychczas Marianka najedzonego, musiał być bezdenny. Trudno było dziwić się także rodzicom, którzy z całej siły starali się wypchnąć go z domu.
– Nie za bardzo skomplikowane, jak na jedną osobę? (…)
– Trudno, żebym się podzieliła na kilka sztuk dla przyjemności idioty.
Elżbieta wzięła mnie na stronę. Strona znajdowała się na końcu tarasiku, przy poprzewracanych fuksjach. Jedną podniosła.
– Słuchaj, co to były te studnie Napoleona? Co on miał na myśli?
– Jak to? – zdziwiłam się. – To samo co Ilja Erenburg. Nie słyszałaś?
– Nie. Jeszcze bardziej nie rozumiem.
– O Boże, inne czasy czy co…? Wcale nie dowcip, tylko fakt, chociaż zrobili z tego dowcip. Na egzaminie w liceum nauczyciel spytał ucznia, co wie o stu dniach Napoleona, na co on zaczął ględzić, że jak Napoleon był w Afryce, to kazał na pustyni kopać takie studnie, żeby armia miała wodę i tak dalej. Studnie Napoleona, znana rzecz!
– A Ilja Erenburg?
– To na egzaminie wstępnym, i to na moim wydziale, prawie w moich czasach, kandydat na studenta dostał pytanie, kto to był Ilja Erenburg. Na co bez wahania odpowiedział: „Ostatnia kochanka Hitlera”. Jak Boga kocham, święta prawda, ale zauważ, że to było niewiele lat po wojnie!
To jest Duńczyk, trupem padnie, a powie prawdę!
Pomyślałam, że zabiegów zaraz będzie wymagał pan Wacław, z tym, że chirurgicznych. W ogóle opatrunkowych (…).
Mimo olśniewającej urody nie wyszła dotychczas za mąż, podejrzewałyśmy, że z lenistwa, bo poza pracą zawodową, którą kochała i traktowała poważnie, z całą mocą i bardzo zręcznie unikała jakichkolwiek dodatkowych wysiłków. A mąż to jednak obowiązki. Za to rotacja narzeczonych biła wszelkie rekordy.
(…) chyba tu lata w powietrzu jakaś obrzydliwość, nie wiem, skąd się bierze ani jak wygląda, ale gdzieś mnie uwiera.
(…) skąd mam wiedzieć, jeszcze ani razu tu nie umarłam!
– Oszalałaś! Masz pojęcie, co się znajduje na tym drugim łóżku pod tobą?
– Nie mam pojęcia. Dopuszczam wszystko, nawet granaty, i mam tylko nadzieję, że nic żywego.
– Ciekawił cię pomyleniec, który ze mną wytrzymuje.
– Dlaczego? – powtórzyła z wielkim zdziwieniem. – Z tobą jest bardzo łatwo wytrzymać. Właściwie nie sprawiasz żadnych kłopotów, nie sprzątasz wcale, nie pchasz się do zmywania, na jedzeniu ci nie zależy, w ogóle nie jesteś drobiazgowa, rano nie latasz po domu i nie tryskasz wigorem, do niczego mnie nie zmuszasz, rozumiesz, co się do ciebie mówi… No, do lodówki zaglądasz. Ale przyznaję, że raczej krótko.
– To rosochate z prawej strony jeszcze zostawiłaś.
– Nie zostawiłam, tylko mam je na deser.
– A nie wolisz na deser sałatki z kartofli?
Śmierdzi mi, jak średniowieczne pole bitwy w letnim okresie, nazajutrz (…).
Jak ona jest niesprawna i rozpacza po pangolinie, to ja jestem arcybiskup Canterbury, królowa Izabella Hiszpańska i Adolf Dymsza!!!
Alicja, szczerząc zęby dookoła głowy, co symulowało entuzjastyczny uśmiech, a oznaczało, że jest wściekła, zaczęła mnie przedstawiać (…).
Ona taka żałobna, jak ja upierzona!
Alicja zrobiła coś takiego, co nadawało się chyba tylko na przedstawienie kukiełkowe, straszące dzieci przed snem. Zarżała jakoś przeraźliwie i potężnie, postarała się o wyszukanie okropny wyraz twarzy, podrzuciła zasobniczek z serwetkami śniadaniowymi, zwaliła z półeczki puszkę z kawą, na szczęście zakręconą, schyliła się, żeby ją podnieść, walnęła głową w szafkę z kompostem na wierzchu, zrzuciła kompostowe wiaderko, wróciła na krzesło i znów zarżała. Napiła się koniaku, dzięki czemu zdążyłam się odezwać.
A prosiłam w tej knajpie, żeby splunęła trzy razy przez lewe ramię, to nie, zaniedbała, splunęła tylko raz!
Po drodze spojrzałam na swój samochód, zastanawiając się czy w ogóle jest zamknięty, ale nie chciało mi się sprawdzać, doznałam ulgi, że znajduję się w Danii, a nie na przykład w Turcji. Albo chociażby we własnym kraju.
To już wszystkie cytaty.
28 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



