Jacek Piekara
Cytaty
(…) ale czyż wiek świadczy o mądrości? O nie! Wiek świadczy jedynie o tym, że człowiek leciwy popełnił więcej głupstw, niegodziwości oraz pomyłek od człowieka młodego. I czasami nauczył się zręcznie z tych głupstw, niegodziwości oraz pomyłek tłumaczyć przed samym sobą i przed innymi.
– Uwielbiam zapach płonących czarownic o poranku.
s. 441
No to jesteśmy już w domu, odetchnąłem z ulgą w myśli, gdyż przypuszczałem, że teraz ciężki wóz jego pomyślunku zaczął się toczyć po błotnistej ścieżce wyobraźni. I jak Bóg da, dotoczy się do powzięcia zamiaru.
Przeor sapnął ze zniecierpliwieniem i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakbym był młodym zakonnikiem, który właśnie odmówił zakasania habitu i wypięcia tyłka.
Naprawdę był denerwujący. Nie ta, to będzie inna. Każda kobieta, moim skromnym zdaniem, jest jak koło u wozu. Trzeba ją często smarować, ale szybko wymienić, kiedy tylko zacznie skrzypieć.
s. 174
– Zobaczysz, Mordimerze, że nadejdą jeszcze czasy, w których miłośnicy męskich kształtów nie tylko domagać się będą tolerancji dla swych poczynań, ale wręcz głośno i radośnie manifestowanej akceptacji. A tych, którzy akceptacji nie zechcą wyrażać lub wyrażać ją będą za cicho czy za mało wesoło, postawią pod pręgierzem. Bowiem pamiętaj, że nie ma ludzi bardziej odrażających niż fanatycy tolerancji.
– No bo niby co? – głos Grolscha wyrwał mnie ze słodkich rozmyślań. – Przecież mnie nie zabijecie okrutnie, prawda? – Skrzywił się z wyraźną boleścią. – Dzieciaczka takiego… Pewnie i synkiem waszym mógłbym być. – Czujnie spojrzał na mnie spode łba.
Uchowaj Boże, pomyślałem, bo to by oznaczało, że wcześniej musiałbym wychędożyć twoją matkę, co by z kolei znaczyło, że upiłem się w stopniu przechodzącym ludzkie pojęcie. Ale trzeba przyznać, że chłopak rozbawił mnie nieudolną próbą zyskania mej litości i mych względów.
Uśmiechnąłem się do niego serdecznie i pogroziłem żartobliwie palcem.
– Ty figlarzu, ty. – Podszedłem i wyciągnąłem dłonie, jakbym chciał rozplątać więzy krępujące jego nadgarstki.
A potem skręciłem mu kark.
s. 161
– Ha, dobrze mieć dowcip tak bystry, iż potrafię nim zadowolić nawet tak wyrafinowanego człowieka jak ja sam…
s. 428
– A zostało tam może troszkę winka, choćby na samym dnie, hmmm? Dolałem resztę trunku z dzbana, rzeczywiście niewiele już go było i widziałem, jak z ostatnią kroplą przelewaną do kubka twarz Kramera wyciąga się. Doszedł już bowiem do takiego stopnia upodlenia, że nie potrafił radować się tym trunkiem, który jeszcze miał, ale zamartwiał się, co będzie, kiedy zostanie z pustym naczyniem.
– Hej, strażnik! – krzyknąłem. – Dzbanek wina! Tylko biegusiem, człowieku!
Mój towarzysz, słysząc te słowa, rozpromienił się tak, jakby ukazała mu się sama Matka Boska wróżąca długie i szczęśliwe życie.
I tak wyglądał ten nasz świat. Niezmienny w swej małości, w lęku paraliżującym ludzkie serca, które wzdrygały się przed bezlitosnym likwidowaniem zła.
s. 346
– Widzicie, panie Grieg, w jakiż niezawodny sposób funkcjonuje inkwizytorskie szkolenie – powiedziałem. – Instynktownie, powtórzę to: instynktownie wybrałem natychmiast lokalizację sekretnego wejścia. Rozum mógł jeszcze błądzić po rubieżach podejrzeń i przypuszczeń, intuicja jednakże zadziałała pewnie oraz bez zarzutu.
– No, no, człek nieuprzejmy mógłby nawet powiedzieć, że wasz tyłek przewyższa sprytem waszą głowę.
– Wierność jest słabą smyczą – zgodziłem się z nim. – Rwie się niczym papier, jeśli rozciągnąć ją dalej niż na odległość wzroku.
s. 233

