Jacek Piekara

Cytaty

  1. – Myślicie, że się da? Spalić przeszłość jak stare gacie?

    – Skoro obsrane i śmierdzą? Pewnie się da…

    s. 174

  2. – Dobry medyk zawsze wie, co robić – odparł wyniosłym tonem. – To czasem niewdzięczni pacjenci umierają, nie doceniając naszych starań.

    s. 50

  3. Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie.

    s. 343

  4. (…) zwłaszcza że to, co wyprawiała z posiłkami żona mojego karczmarza, wołało o pomstę do nieba.

    – Upraszam łaski wielmożnego pana – korzył się karczmarz, kiedy zawołałem go po raz pierwszy, zdumiony smakiem przyniesionej mi do izby potrawy. – Mówiłem jej sto razy, że węgorza nie dusi się w sosie cynamonowym, ale ona twierdzi, że wielcy panowie tak właśnie jadają, i chciała wielmożnemu panu wyrazić w ten sposób swój szacunek.

    – Matko Boża! – zaniepokoiłem się. – Niech ona mnie lepiej szybko przestanie szanować, bo nie wiadomo, czy przeżyję specjały, które wymyśli w przyszłości.

  5. Westchnąłem. I tak to było rzucać perły dowcipu przed ryje świń pokroju Hautera. Równie dobrze mógłbym zaproponować Syzyfowi, że razem wepchniemy jego nieszczęsny głaz.

  6. – Mówi, że pień drzewa ma więcej rozumu niż ty…

    Jasiek zawarczał zupełnie niczym duży, zły pies i zacisnął kułaki.

    – … że twardy jesteś tylko w pięściach, a ten instrument, co każdy mężczyzna nosi go w spodniach, to już ci dawno przegnił niby jakiś bagienny kijaszek.

    – Uuuuuch! – Gęba Jaśka nabrała tak głęboko czerwonej barwy, że zacząłem się bać, iż zaraz mi go tu, na miejscu, szlag trafi.

    – … no i że twoja kobitka to ci takie rogi przyprawia, że aż dziw, iż nimi po niebie nie szorujesz – dorzuciłem na koniec.

    s. 285

  7. – Tu naprawdę jest jak na wojnie! – prychnąłem. – Co za czasy, że człowiek nie ufa człowiekowi.

    – Ano pewnie – westchnął ze szczerym żalem Grieg. – Łatwiej byłoby go zarżnąć, gdyby nam choć trochę zaufał.

  8. – Nieumiarkowanie, to nieumiarkowanie. – Teodor wzruszył ramionami. – A chyba lepiej żałować, że się żre szynkę, niż żałować, że się żre chwasty, prawda? Bo żal w obu wypadkach jest taki sam, ale w pierwszym z nich przynajmniej w gębie zostaje lepszy smak.

    s. 271

  9. Ho, ho, nie była jednak taka głupia, jak początkowo sądziłem. To dobrze. Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste.

    s. 209

  10. – Urodziłeś się w chlewie, mieszkaj w chlewie, urodziłeś się w stajni, mieszkaj w stajni, urodziłeś się w gnieździe, mieszkaj w gnieździe. Ale jak świnia wdrapie się do gniazda, to jej skrzydła od tego nie wyrosną. A i latać się nie nauczy.

    Naprawdę lubię ludzi odpowiadających na zadawane im pytania, a nie ignorujących mnie i wypowiadających banialuki godne wioskowych przygłupów. Rozumiałem, że śmierć córki wstrząsnęła mężczyzną, ale skoro wcześniej pomarły mu inne dzieci, powinien już być bardziej zahartowany.

  11. – Ej, ty, połamaniec – zawołałem strażnika, z którym niedawno musiałem przedyskutować kwestie poważnego traktowania moich słów.

    Przycwałował ciężko do stołu i wyprężył się na baczność, wytrzeszczając przy tym oczy. Czy oczy mogą być wytrzeszczone służbiście? Nie mam pojęcia, ale jego były.

    s. 133

  12. – Sądzicie, że się nad tym nie zastanawiałem? Uważacie mnie za zupełnego idiotę? To zdanie powinien zakończyć wykrzyknikiem, nie pytajnikiem, a wtedy wszystko by się zgadzało. Rzeczywiście uważałem go za skończonego, totalnego i zupełnego idiotę. W dodatku za jego bałwaństwo zapłacili życiem niewinni ludzie. Nie żeby mi łzy ciekły z oczu na myśl o Kramerach, ale tak jak powiedziałem Griegowi: po co zabijać niewinnych, skoro wokoło jest tylu winnych?