Ivo Andric
Cytaty
Allah selamet olsun.
Przed nim w skośnej perspektywie stał odwieczny i wiecznie jednakowy most; poprzez jego białe łuki widać było zielone, połyskujące, niespokojne wody Driny, tak że wyglądał jak niezwykły, dwubarwny, mieniący się w słońcu naszyjnik.
Aż któregoś z ostatnich dni lipca zerwała się tuż nad granicą burza, która z czasem ogarnęła cały świat i zaciążyła nad lasami tylu krajów i miast, jak też i mostu na Drinie. Dopiero teraz rozpoczęła się w Kasabie istna nagonka na Serbów i wszystko, co było z nimi związane. Ludzie podzielili się na ściganych i ścigających. Wyzwolił się drzemiący w człowieku dziki zwierz, który nie śmie się pokazać, póki nie runą bariery dobrych obyczajów i praw. Znak został dany, bariery runęły. Podobnie w dziejach ludzkości często się zdarza, że prawo pozwala na gwałty, rabunek i grabież, a nawet na mord, pod warunkiem, aby dopuszczano się tego wszystkiego w imię wyższych celów, pod ustalonymi hasłami, nad ograniczoną liczbą ludzi określonego stopnia zamożności i przekonań.
Po 15 lub 20 latach, kiedy zdołano się na nowo dorobić i zagospodarować, nadchodził wylew jako coś strasznego i ogromnego, drogiego i bliskiego; stanowił on w pewnym sensie ścisłą więź między żyjącymi jeszcze, ale coraz rzadszymi ludźmi jednego pokolenia, jako że nic tak ludzi nie łączy, jak wspólnie przeżyte nieszczęścia. Czuli się mocno zespoleni przeżytą katastrofą.
Całe życie jęło gdzieś pędzić, toczyć się w przyspieszonym tempie, podobnie jak wody potoku przyspieszają bieg, zanim spadając po stromych skałach zamienią się w wodospad.
Był zrównoważonym, prawym i uczciwym człowiekiem, który nie miał się czego lękać ani co ukrywać, nie musiał więc innych straszyć ani prześladować.
A życie na kapii odradza się zawsze i wbrew wszystkiemu, most nie zmienia się w ciągu lat ani stuleci, ani nawet w czasie najboleśniejszych zmian stosunków pomiędzy ludźmi. Wszystko to przepływa mimo niego jak niespokojna woda pod gładkimi, pięknymi łukami.
Ludzie o ciasnej głowie i twardym sercu powoli się starzeją.
Jest to pokolenie zbuntowanych aniołów w tej krótkiej chwili, kiedy mają jeszcze moc i prawa aniołów oraz płomienną duszę buntowników.
Każde pokolenie ma swoje złudzenie co do cywilizacji, jedni wierzą, że współdziałają w jej rozwoju, a inni, że są świadkami jej upadku. W gruncie rzeczy ona zawsze płonie, tli się i gaśnie zależnie od tego, skąd i pod jakim kątem się na nią patrzy.
Feldfebel tylko rozłożył ręce, wzruszył ramionami, zacisnął wargi i przymknął oczy, tak że miał jakąś chytrą i uprzejmą minę, twarz ślepą i głuchą, sztywną, nieruchomą, jaką można osiągnąć przez długoletnią pracę w starych i strupieszałych administracjach, w których dyskrecja od dawna przerodziła się w bezduszność, a posłuszeństwo w tchórzostwo. Karta białego, niezapisanego papieru jest bardziej wymowna niż niema ostrożność tej twarzy.
Ale biegnąc wzrokiem w dal za smugą dymu swych papierosów, ponad tarihem i plakatem, przeczuwają hen gdzieś w świecie jakiś inny, odmienny żywot wielkich zwrotów i głębokich upadków, w którym wielkość splata się z tragizmem, a który jakimś sposobem utrzymuje równowagę ich spokojnego i jednostajnego bytowania na kapii.

