Nieraz trafi się jakiś gęślarz, zazwyczaj Czarnogórzec, ascetycznie chudy, nędznie odziany, ale wyniosłej… — Ivo Andric

Nieraz trafi się jakiś gęślarz, zazwyczaj Czarnogórzec, ascetycznie chudy, nędznie odziany, ale wyniosłej postawy i jasnego wejrzenia, wygłodniały ale wstydliwy, dumny, ale skazany na jałmużnę. Jakiś czas siedzi w kącie, rażąco skromnie, nic nie zamawia, wzrok utkwił gdzieś przed siebie z miną obojętnego naiwniaka, a jednak widać, że ma zgoła inne myśli i zamiary, niż to na pierwszy rzut wygląda. W sercu jego niewidocznie zmaga się wiele sprzecznych i nieustępliwych uczuć, osobliwie wielkość tego, co w duszy nosi, i bieda tudzież nieudolność tego, co potrafi wyrazić im pokazać innym. Stąd zawsze jest trochę zakłopotany i nieśmiały wobec ludzi. Dumnie i cierpliwie czeka, aż ktoś poprosi o pieśń, a nawet wtedy ociągając się wyjmuje gęśle z torby, dmucha w nie, sprawdza, czy nie zmókł mu smyczek, stroi strunę, starając się przy tym najwyraźniej, by jak najmniejszą zwracano uwagę na te jego techniczne przygotowania. (…) A gdy gęśle i głos zupełnie się zleją w złożony miarowy dźwięk, który snuje ciemną kanwę dla pieśni, wtedy ów biedak zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: znika przykra wstydliwość, wewnętrzne sprzeczności gasną i uśmierzają się, zapomina o wszelkich kłopotach. Gęślarz podnosi głowę, jak ktoś, kto odrzuca maskę skromności nie mając już potrzeby ukrywać się, i rozpoczyna nadspodziewanie mocnym głosem, właściwie raczej wykrzykując wstępne strofy: Zapłakana drobna bazylijka: Cicha roso, wczesna roso, Czemu na mnie ty nie spadasz, roso?

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0

Więcej z tej książki

Wszystkie cytaty z tej książki