Jakie ona miała nogi, jaki tyłek, rany boskie! A co się tylko ruszyła, widok był nie z tej ziemi, nie do… — Charles Bukowski

Jakie ona miała nogi, jaki tyłek, rany boskie! A co się tylko ruszyła, widok był nie z tej ziemi, nie do wytrzymania. Ukląkłem na podłodze i jedną ręką trzymając lornetkę, drugą wyciągnąłem kutasa. Splunąłem w garść i wziąłem się do roboty. Nagle mignęły mi jej majtki. Mało brakowało, a bym się spuścił. Zrobiłem przerwę. Patrząc w lornetkę, znowu zacząłem walić konia. Kiedy już, już miałem się spuścić, na chwilę przerwałem. Odczekałem i znów zacząłem męczyć gruchę. Tym razem wiedziałem, że już nie dam rady się powstrzymać. Miałem ją przed samym nosem. Zaglądałem jej prosto pod sukienkę! Całkiem jakbym ją jebał. Spuściłem się. Opryskałem cały parkiet pod oknem. Zlałem się na biało i na gęsto. Wstałem, przyniosłem z łazienki papier toaletowy i wytarłem podłogę. Brudny papier wrzuciłem do sedesu i spuściłem wodę. Pani Andersen prawie codziennie siadywała na schodkach, a ja za każdym razem biegałem po lornetkę i trzepałem konia.

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0

Więcej z tej książki

Wszystkie cytaty z tej książki