Obudziłem się raz, a nade mną stał ksiądz. – Niech ksiądz sobie idzie – powiedziałem. – Potrafię umrzeć bez… — Charles Bukowski

Obudziłem się raz, a nade mną stał ksiądz. – Niech ksiądz sobie idzie – powiedziałem. – Potrafię umrzeć bez tej hecy. – Naprawdę chcesz, żebym sobie poszedł, synu? – Tak. – Straciłeś wiarę? – Tak, straciłem. – Gdy raz się zostanie katolikiem, jest się nim na zawsze. – Gówno prawda, proszę księdza. Starzec w sąsiednim łóżku rzekł: – Ja z księdzem porozmawiam. Proszę do mnie podejść. Ksiądz podszedł do niego. Chciałem umrzeć. Ale dobrze wiecie, cholera, że wtedy nie umarłem, bo w przeciwnym razie bym o tym nie opowiadał…

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0