Desmond spojrzał na stojącą przed nim postać z powątpiewaniem. Doprawdy, co za komiczna osoba, pomyślał… — Agatha Christie
Desmond spojrzał na stojącą przed nim postać z powątpiewaniem. Doprawdy, co za komiczna osoba, pomyślał. Jajowata głowa, wielkie wąsy. Niezbyt imponujący. Nie takiego człowieka spodziewał się poznać.
– Pan… jest detektywem, prawda? – spytał. – To znaczy bada pan… bada pan sprawy? Ludzie przychodzą do pana, by coś odkryć albo poprosić, by pan coś dla nich odkrył?
– Tak – potwierdził Poirot. – To jedno z moich życiowych zadań.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Więc pomyślałam sobie, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są jak słonie. Ponieważ słonie, jak to się mówi, mają dobrą pamięć.
– Tak, słyszałem ten zwrot – przyznał Poirot.
– Słonie mają dobrą pamięć – powtórzyła pani Oliver. – Zna pan tę bajkę, na której wychowują się dzieci? O tym, jak pewien hinduski krawiec wbił igłę czy coś takiego w kieł słonia. Nie, nie w kieł, w trąbę oczywiście, wbił ją słoniowi w trąbę. A kiedy słoń spotkał krawca następnym razem, miał trąbę pełną wody i wylał całą na krawca, choć nie widział go od kilku lat. Nie zapomniał. Pamiętał. O to właśnie chodzi. Słonie nie zapominają. Muszę więc znaleźć parę słoni.
Pani Oliver z aprobatą rozglądała się po przedmieściu Cheltenham. Tak się złożyło, że nigdy nie trafiła tu wcześniej. Jak miło, powiedziała do siebie, zobaczyć domy wyglądające niemal jak domy, to znaczy właściwe domy.
– Naprawdę – powiedział – matki…
– Rozumiem – pomógł mu Poirot. – Wszystkimi targają dziś burzliwe uczucia, choć może tak było zawsze. Matki stale robią dla swoich dzieci coś, czego raczej robić nie powinny. Mam rację?

