Rozpoczął się różaniec dni monotonnych. Byłem uwięziony. Cóż mam powiedzieć o tych dniach bliźniaczych? Rano… — Witold Gombrowicz
Rozpoczął się różaniec dni monotonnych. Byłem uwięziony. Cóż mam powiedzieć o tych dniach bliźniaczych? Rano chodziłem do szkoły, ze szkoły wracałem na obiad do Młodziaków. Nie zamierzałem już uciekać ani wyjaśniać, ani protestować - owszem, z przyjemnością stawałem się uczniem, jako uczeń bliższy przecież byłem pensjonarki niż jako człowiek samodzielny. Ejże, ejże! - zapomniałem prawie o moim dawnym trzydziestaku. Nauczyciele polubili mnie, dyrektor Piórkowski klepał mnie po pupie, a podczas dysput ideologicznych i ja teraz dostawałem wypieków i krzyczałem: - Nowoczesność! Tylko nowoczesny chłopiec! Tylko nowoczesna pensjonarka! - Z czego śmiał się Kopyrda.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Wszystko podszyte jest dzieckiem.
Tereperepumpum - mruknął - raz na podwórku tańczył pies, a kotka śmiała się do łez! Wyciągnął srebrną papierośnicę i stuknął w nią palcami, ale upadła mu na podłogę. Nie podniósł, lecz znowu ziewnął - na kogo tak poziewał? Komu poziewał? Rodzina towarzyszyła tym aktom w milczeniu i siedząc na biedermeierach. Wszedł stary sługa Franciszek. - Podano do stołu - zaanonsował w tużurku. - Kolacja - powiedziała ciocia. - Kolacja - powiedziała Zosia. - Kolacja - powiedział Zygmunt. - Papierośnica - rzekł wuj.
W lustrze, gdy się ujrzymy niespodzianie, przez chwilę nie jesteśmy pewni, czy to my.

