Stephenie Meyer
Cytaty
Byłam niczym osamotniony księżyc – satelita, którego planeta wyparowała w wyniku jakiegoś kosmicznego kataklizmu. Mimo jej braku, ignorując prawo grawitacji, uparcie krążyłam wokół pustki po swojej dawnej orbicie.
– Odniosłem wrażenie, że jesteś dla nich czymś w rodzaju maskotki.
– Chorela jasna! – jęknęłam ochryple. (…)
– Coś cię boli, kochanie? (…)
– Nie żyję, prawda? Utonęłam pod tym pieruńskim klifem. A niech to szlag! Biedny Charlie! Jak on się po tym pozbiera?!
Edward zacisnął usta.
– Uratowałaś się. Żyjesz.
– Tak? To czemu nie mogę się obudzić?
– Właśnie się obudziłaś, Bello. (…)
– Jasne. A ty tu sobie siedzisz, jak gdyby nigdy nic. Ech… Zaraz się obudzę i znów mnie będzie bolało… Nie, nie obudzę się. Przecież nie żyję. Kurczę, to straszne. Biedny Charlie. I Renee, i Jake… Co ja narobiłam! (…)
– Rozumiem, że możesz mylić mnie z kolejnym koszmarem (…) ale nie pojmuję dlaczego uważasz, że zasługiwałabyś na to, żeby trafić do piekła. Czyżbyś od mojego wyjazdu zabiła paru ludzi?
– Skąd. Zresztą wcale nie twierdzę, że trafiłam do piekła. W piekle nie nagrodziliby mnie twoją obecnością.
Byłam taka zajęta udając zajętą.
Ktoś się przedstawił i chłopaka zmroziło. Wyprostował się nagle, opuścił drugą rękę, a z jego twarzy odpłynęły wszelkie emocje.
– Ale z nas para popaprańców – stwierdził. – Oboje od czasu do czasu się rozpadamy i nie możemy nic na to poradzić.
– Tak, jesteśmy żałośni.
– Ale przynajmniej mamy siebie.
– Mam nadzieję, ze Paulowi udało się capnąć Jacoba raz czy dwa – wyznał Jared. – Będzie miał chłopak nauczkę.
– Akurat – żachnął się Embry – Nie widziałeś, jak szybko Jake się zmienił? Ułamek sekundy. Ma prawdziwy talent. Sam nawet nie zdążył zareagować.
– Paul siedzi w tym dłużej. Stawiam dziesięć dolców, że zostawił przynajmniej jeden ślad.
– Zakład stoi. Jake to as. Paul nie miał szans.
Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból.
Nie był to koniec świata. Świat skończył się już dawno – teraz zniknęło z powierzchni ziemi to, co udało się po katastrofie odbudować.
Całując go, skupiałam się tylko na tym, żeby nie zapomnieć oddychać.
Samotność mi nie służyła. Tyle myśli nie dawało mi spokoju!
Tak właśnie się czułam – jakby ktoś umarł. Ba, jakbym to ja umarła.

