Richard Yates
Cytaty
To się zdarzyło jeszcze na Bethune Street – mówiła. – Kiedy zaszłam w ciążę z Jennifer i powiedziałam ci, że mam zamiar... no wiesz, dokonać aborcji. To znaczy aż do tamtej chwili ty wcale bardziej ode mnie nie chciałeś dziecka, bo niby czemu miałbyś chcieć, ale kiedy kupiłam tę gumową gruszkę, zrzuciłam całe brzemię na twoje barki. Jakbym powiedziała: „W porządku, skoro chcesz tego dziecka, będziesz ponosił za nie wyłączną odpowiedzialność. Będziesz musiał stanąć na głowie, żeby nas utrzymać. Porzucisz nadzieję na bycie na tym świecie kimś innym niż ojcem”. Och, Frank, gdybyś wtedy potraktował mnie tak, jak na to zasłużyłam, gdybyś nazwał mnie suką, odwrócił się plecami, zdemaskowałbyś moją pozę w jednej chwili. Pewnie nigdy bym tego nie zrobiła, nie zdobyłabym się na odwagę, ale ty zachowałeś się inaczej. Byłeś za dobry, za młody i za bardzo przerażony; wziąłeś moje groźby poważnie i tak to się zaczęło.
Nierealistyczne jest to, że mężczyzna z takim potencjałem intelektualnym przez lata haruje jak pies w pracy, której nie znosi, wraca do domu, którego nie znosi, w dzielnicy, której nie znosi do żony, która całkowicie jego uczucia podziela.
Oboje daliśmy się wplątać w to potworne złudzenie, ponieważ potwornym, obscenicznym złudzeniem jest pomysł, że ludzie muszą zrezygnować z prawdziwego życia i „ustatkować się”, kiedy zakładają rodziny. To wielkie sentymentalne kłamstwo przedmieść, a ja przez cały ten czas zmuszałam cię, żebyś je powtarzał.
Dopiero widok i dotyk starej flanelowej koszuli i workowatych spodni wiszących w szafie przywrócił ją do rzeczywistości. Głupia, głupia, napominała siebie, robię się roztrzepana. Ale prawdziwy szok nastąpił, gdy usiadła na łóżku, żeby zdjąć pończochy, ponieważ spodziewała się, że stopy będzie miała szczupłe i białe, z jasnobłękitnymi żyłami i prostymi, delikatnymi kośćmi. Tymczasem rozpierały się na dywanie jak dwie ropuchy, stwardniałe i sękate od haluksów, z podwiniętymi palcami ukrywającymi zrogowaciałe paznokcie. Natychmiast upchnęła je w jasne norweskie skarpety-papucie (naprawdę najlepsza rzecz do biegania po domu) i zerwała się, by schować resztę swojego prostego, luźnego stroju, ale było za późno. Przez następne pięć minut nie mogła się ruszyć – stała z obiema rękami na poręczy łóżka i zaciśniętymi kurczowo szczękami, ponieważ płakała.
Ze wszystkich kapitulacji w jego życiu ta jedna wyglądała niemal jak zwycięstwo. Nigdy wcześniej w jego wnętrzu nie wezbrało takie uniesienie; nigdy wcześniej piękno nie wyrastało z taką mocą z prawdy; nigdy wcześniej przez akt miłosny z żoną nie odniósł tak triumfalnego zwycięstwa nad czasem i przestrzenią. Siłą woli mógłby unicestwić przeszłość i przyszłość, ściany domu i znajdujący się za nim, więżący go ugór, miasta i drzewa. Zdobył władzę nad wszechświatem, ponieważ był mężczyzną i ponieważ ta cudowna istota, która otworzyła się dla niego i poruszyła z nim z czułością i siłą, była kobietą.
– Ważny facet załatwił cię na szaro, April. – Puścił do niej oko, wkładając czapkę na głowę. – Poważny ojciec rodziny, solidny obywatel. Współczuję ci. Ale może na siebie zasługujecie. Szczerze mówiąc, jak teraz na ciebie patrzę, jemu też zaczynam współczuć. Bo jak się tak zastanowić, musiałaś nieźle dać mu popalić, skoro robienie dzieci jest dla niego jedynym sposobem na udowodnienie, że ma jaja.
– Podoba mi się twoja dziewczyna, Wheeler – oznajmił w końcu. – Odnoszę wrażenie, że jest kobietą. Wiesz jaka jest różnica pomiędzy kobietą a kobiecością? Hę? Mam odpowiedź: kobieca kobieta nigdy głośno się nie śmieję i zawsze się goli pod pachami. Stara Helen jest kobieca jak cholera. W życiu spotkałem kilka kobiet i myślę, że tobie też się trafiła. Jasne, jak się nad tym zastanowić wszystko pasuje. Mam wrażenie, że ty jesteś mężczyzną. Mężczyzn też nie spotyka się wielu.
– Widzisz? Ja nie wiem, co znaczy „dojrzały”, możesz tłumaczyć całą noc, a ja wciąż nie będę wiedziała. Dla mnie to tylko słowa, Frank. Patrzę, jak mówisz, i myślę: czy to nie zdumiewające? On naprawdę tak myśli, te słowa naprawdę mają dla niego znaczenie. Czasami mam wrażenie, że przez całe życie obserwuję mówiących ludzi i tak myślę... – głos jej zadrżał. – ... może to znaczy, że jest ze mną coś strasznie nie w porządku.
Jeśli chcesz zrobić coś całkowicie szczerego i prawdziwego, w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że musisz zrobić to sama.
Płakała, bo takie wielkie, wielkie, wielkie nadzieje wiązała z dzisiejszą wizytą u Wheelerów, a teraz była strasznie, strasznie, strasznie rozczarowana. Płakała, bo miała pięćdziesiąt sześć lat i brzydkie, napuchnięte, okropne stopy. Płakała, ponieważ w szkole nie lubiła jej żadna z koleżanek, a później nie lubił jej żaden z chłopców. Płakała, ponieważ Howard Givings był jedynym mężczyzną, który kiedykolwiek poprosił ją, by za niego wyszła, ponieważ to zrobiła i ponieważ jej jedyne dziecko było chore psychicznie.
Czy inni mężczyźni odczuwają czasami niesmak na widok własnych dzieci? Bo nie chodziło tylko o to, że go zaskoczyli, w tym akurat nie było nic nadzwyczajnego. Po prawdzie dość często się zdarzało, że nagle na nich wpadał i myślał: kim oni są? Zwykle mijała sekunda, dwie, nim docierało do niego, że to jego synowie. Ale do diabła, gdyby ktoś go zapytał, co w takich chwilach czuje, z całą szczerością mógłby odpowiedzieć, że ogarnia go głęboka radość; to samo czuł, zaglądając wieczorami do ich pokoju, gdy leżeli już w łóżkach, albo rzucając wysoko piłkę na trawniku, po którą wszyscy galopowali. Tym razem było inaczej. Tym razem musiał przyznać, że poczuł słabą, acz wyraźną odrazę.
Cóż to za subtelna, zdradziecka rzecz pozwolić sobie wkroczyć na tę drogę! Bo skoro raz zaczęłaś, strasznie trudno było się zatrzymać; wkrótce mówiłaś „Przepraszam, oczywiście ty masz rację”, „Cokolwiek zdecydujesz, będzie najlepsze” i „Jesteś najcudowniejsza i najcenniejszą rzeczą na świecie”, i zanim się zorientowałaś, cała uczciwość, cała prawda połyskiwały gdzieś w oddali, tak beznadziejnie poza twoim zasięgiem jak świat złotych ludzi. Przekonałaś się, że idziesz przez życie w taki sam sposób, w jaki Laurel Players grali w Skamieniałym Lesie albo Steve Kovick na perkusji: gorliwie, byle jak, z pretensjami i zupełnie źle; odkryłaś, że mówisz „tak”, kiedy myślisz „nie”, oraz „W tej sprawie musimy działać razem”, choć uważasz wręcz przeciwnie; wdychałaś opary benzyny, jakby to był aromat kwiatów, i zatracałaś się w delirycznej miłości pod ciężarem niezgrabnego, dyszącego, zaczerwienionego mężczyzny, którego nawet nie lubisz – Shepa Campbella! – a wreszcie w całkowitej ciemności stanęłaś twarzą w twarz ze świadomością, że nie wiesz, kim jesteś.

