Dopiero widok i dotyk starej flanelowej koszuli i workowatych spodni wiszących w szafie przywrócił ją do… — Richard Yates
Dopiero widok i dotyk starej flanelowej koszuli i workowatych spodni wiszących w szafie przywrócił ją do rzeczywistości. Głupia, głupia, napominała siebie, robię się roztrzepana. Ale prawdziwy szok nastąpił, gdy usiadła na łóżku, żeby zdjąć pończochy, ponieważ spodziewała się, że stopy będzie miała szczupłe i białe, z jasnobłękitnymi żyłami i prostymi, delikatnymi kośćmi. Tymczasem rozpierały się na dywanie jak dwie ropuchy, stwardniałe i sękate od haluksów, z podwiniętymi palcami ukrywającymi zrogowaciałe paznokcie. Natychmiast upchnęła je w jasne norweskie skarpety-papucie (naprawdę najlepsza rzecz do biegania po domu) i zerwała się, by schować resztę swojego prostego, luźnego stroju, ale było za późno. Przez następne pięć minut nie mogła się ruszyć – stała z obiema rękami na poręczy łóżka i zaciśniętymi kurczowo szczękami, ponieważ płakała.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Musimy ustalić, kto tu rządzi i trzymać się tego. Jeśli mają rządzić dzieci, to naturalnie musimy postąpić tak, jak ich zdaniem będzie najlepiej, co oznacza, że zostaniemy tutaj, aż zgnijemy.(...) Z drugiej strony jeśli my mamy rządzić... a uważam, że powinniśmy, zgodzisz się chyba? Choćby dlatego, że jesteśmy o jakieś ćwierć wieku starsi od nich? A to oznacza wyjazd. W drugiej kolejności oznacza także, że należy dołożyć wszelkich starań, by im to ułatwić.
Schodząc chwiejnie po drewnianych schodach, gwałtownie miażdżąc obcasami żwir na podjeździe, czuł, jak wszystkie siły przewidywalności, prawdopodobieństwa i zwyczajności krępują go niczym sznury. Nic się nie wydarzy, niech ją diabli wezmą. Dlaczego April nie jest w swoim domu? Dlaczego nie może wyjechać do Europy, zniknąć, umrzeć? Do diabła z ta bolesną, bezsensowną, dziecinną, niedopieczoną iluzją, że się w niej „zakochał”. Do diabła z samą „miłością” i z każdą fałszywą, pożerającą czas, niewydarzoną emocją na świecie.
Mijając okryte cieniem lustro na podeście, z dumą stwierdziła, że jej odbicie, w każdym razie widziane przelotnie kącikiem oka, wciąż przedstawia ruchliwą, gibką dziewczynę w doskonale urządzonym domu; pośpiesznie zrzucając żakiet i spódnicę w wyłożonej puszystym dywanem sypialni, poczuła się niemal jak w domu ojca, gdy pośpiesznie przebierała się na popołudniowe tańce. Krew w żyłach dudniła, nagląc do ustalenia ostatnich detali (Które perfumy? Och szybko – które?), i mało brakowało, a podbiegłaby do balustrady, by zawołać: „Poczekaj! Już idę! Zaraz będę na dole!”.

