To się zdarzyło jeszcze na Bethune Street – mówiła. – Kiedy zaszłam w ciążę z Jennifer i powiedziałam ci, że… — Richard Yates
To się zdarzyło jeszcze na Bethune Street – mówiła. – Kiedy zaszłam w ciążę z Jennifer i powiedziałam ci, że mam zamiar... no wiesz, dokonać aborcji. To znaczy aż do tamtej chwili ty wcale bardziej ode mnie nie chciałeś dziecka, bo niby czemu miałbyś chcieć, ale kiedy kupiłam tę gumową gruszkę, zrzuciłam całe brzemię na twoje barki. Jakbym powiedziała: „W porządku, skoro chcesz tego dziecka, będziesz ponosił za nie wyłączną odpowiedzialność. Będziesz musiał stanąć na głowie, żeby nas utrzymać. Porzucisz nadzieję na bycie na tym świecie kimś innym niż ojcem”. Och, Frank, gdybyś wtedy potraktował mnie tak, jak na to zasłużyłam, gdybyś nazwał mnie suką, odwrócił się plecami, zdemaskowałbyś moją pozę w jednej chwili. Pewnie nigdy bym tego nie zrobiła, nie zdobyłabym się na odwagę, ale ty zachowałeś się inaczej. Byłeś za dobry, za młody i za bardzo przerażony; wziąłeś moje groźby poważnie i tak to się zaczęło.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Musimy ustalić, kto tu rządzi i trzymać się tego. Jeśli mają rządzić dzieci, to naturalnie musimy postąpić tak, jak ich zdaniem będzie najlepiej, co oznacza, że zostaniemy tutaj, aż zgnijemy.(...) Z drugiej strony jeśli my mamy rządzić... a uważam, że powinniśmy, zgodzisz się chyba? Choćby dlatego, że jesteśmy o jakieś ćwierć wieku starsi od nich? A to oznacza wyjazd. W drugiej kolejności oznacza także, że należy dołożyć wszelkich starań, by im to ułatwić.
Schodząc chwiejnie po drewnianych schodach, gwałtownie miażdżąc obcasami żwir na podjeździe, czuł, jak wszystkie siły przewidywalności, prawdopodobieństwa i zwyczajności krępują go niczym sznury. Nic się nie wydarzy, niech ją diabli wezmą. Dlaczego April nie jest w swoim domu? Dlaczego nie może wyjechać do Europy, zniknąć, umrzeć? Do diabła z ta bolesną, bezsensowną, dziecinną, niedopieczoną iluzją, że się w niej „zakochał”. Do diabła z samą „miłością” i z każdą fałszywą, pożerającą czas, niewydarzoną emocją na świecie.
Mijając okryte cieniem lustro na podeście, z dumą stwierdziła, że jej odbicie, w każdym razie widziane przelotnie kącikiem oka, wciąż przedstawia ruchliwą, gibką dziewczynę w doskonale urządzonym domu; pośpiesznie zrzucając żakiet i spódnicę w wyłożonej puszystym dywanem sypialni, poczuła się niemal jak w domu ojca, gdy pośpiesznie przebierała się na popołudniowe tańce. Krew w żyłach dudniła, nagląc do ustalenia ostatnich detali (Które perfumy? Och szybko – które?), i mało brakowało, a podbiegłaby do balustrady, by zawołać: „Poczekaj! Już idę! Zaraz będę na dole!”.

