Czy inni mężczyźni odczuwają czasami niesmak na widok własnych dzieci? Bo nie chodziło tylko o to, że go… — Richard Yates
Czy inni mężczyźni odczuwają czasami niesmak na widok własnych dzieci? Bo nie chodziło tylko o to, że go zaskoczyli, w tym akurat nie było nic nadzwyczajnego. Po prawdzie dość często się zdarzało, że nagle na nich wpadał i myślał: kim oni są? Zwykle mijała sekunda, dwie, nim docierało do niego, że to jego synowie. Ale do diabła, gdyby ktoś go zapytał, co w takich chwilach czuje, z całą szczerością mógłby odpowiedzieć, że ogarnia go głęboka radość; to samo czuł, zaglądając wieczorami do ich pokoju, gdy leżeli już w łóżkach, albo rzucając wysoko piłkę na trawniku, po którą wszyscy galopowali. Tym razem było inaczej. Tym razem musiał przyznać, że poczuł słabą, acz wyraźną odrazę.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Musimy ustalić, kto tu rządzi i trzymać się tego. Jeśli mają rządzić dzieci, to naturalnie musimy postąpić tak, jak ich zdaniem będzie najlepiej, co oznacza, że zostaniemy tutaj, aż zgnijemy.(...) Z drugiej strony jeśli my mamy rządzić... a uważam, że powinniśmy, zgodzisz się chyba? Choćby dlatego, że jesteśmy o jakieś ćwierć wieku starsi od nich? A to oznacza wyjazd. W drugiej kolejności oznacza także, że należy dołożyć wszelkich starań, by im to ułatwić.
Schodząc chwiejnie po drewnianych schodach, gwałtownie miażdżąc obcasami żwir na podjeździe, czuł, jak wszystkie siły przewidywalności, prawdopodobieństwa i zwyczajności krępują go niczym sznury. Nic się nie wydarzy, niech ją diabli wezmą. Dlaczego April nie jest w swoim domu? Dlaczego nie może wyjechać do Europy, zniknąć, umrzeć? Do diabła z ta bolesną, bezsensowną, dziecinną, niedopieczoną iluzją, że się w niej „zakochał”. Do diabła z samą „miłością” i z każdą fałszywą, pożerającą czas, niewydarzoną emocją na świecie.
Mijając okryte cieniem lustro na podeście, z dumą stwierdziła, że jej odbicie, w każdym razie widziane przelotnie kącikiem oka, wciąż przedstawia ruchliwą, gibką dziewczynę w doskonale urządzonym domu; pośpiesznie zrzucając żakiet i spódnicę w wyłożonej puszystym dywanem sypialni, poczuła się niemal jak w domu ojca, gdy pośpiesznie przebierała się na popołudniowe tańce. Krew w żyłach dudniła, nagląc do ustalenia ostatnich detali (Które perfumy? Och szybko – które?), i mało brakowało, a podbiegłaby do balustrady, by zawołać: „Poczekaj! Już idę! Zaraz będę na dole!”.

