Eric ujrzał, rozpostartą wokół niego jak jakieś pseudośrodowisko, parodię swojego uszkodzonego systemu… — Philip Kindred Dick
Eric ujrzał, rozpostartą wokół niego jak jakieś pseudośrodowisko, parodię swojego uszkodzonego systemu nerwowego; rzesze kanałów były wyraźnie zniszczone, zrobiły się atramentowe w miejscach, gdzie przetoczył się przez Erica narkotyk i zostawił swój posępny ślad. Bezgłośny ptak, padlinożerca burzy, usiadł Ericowi na piersi, kracząc w ciszy, która pozostała po oddalających się wiatrach. Nie odleciał i Eric czuł, że cuchnące szpony zagłębiają się w płuca, w klatkę piersiową, potem w jamę brzuszną. Nic w nim nie pozostało nie dotknięte; wszystko było zniekształcone i nawet antidotum tego nie powstrzymało. Do końca życia nie odzyska pierwotnej czystości ciała.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Pęk barw podstawowych otoczył Erica niczym iluminowany wiatr; to wiatr życia, pomyślał, owiewa mnie, niesie, gdzie chce, nie zważając na moje marne pragnienia. Po chwili wiatr zrobił się czarny: nie był już wiatrem życia, ale gęstym dymem śmierci.
Taką cenę kazały mu zapłacić siły rządzące światem.
s. 205

