Monika Szwaja
Cytaty
Mam taką sklepową, co funkcjonuje jako Agencja Reutera.
W drzwiach stała osoba o wyglądzie dwudziestolatki, choć jako uczennica pierwszej klasy liceum musiała być młodsza. Miała na sobie minimalną koszulkę i coś w rodzaju szlafroczka w rozmiarze dla krasnoludków, tak więc wszystkie jej wcale dojrzałe wdzięki były właściwie na wierzchu.
Robótki przed śniadaniem? To niezdrowo!
– Zastanawia się pani teraz, ile mam lat? (…) Osiemdziesiąt dwa. W grudniu skończę osiemdziesiąt trzy.
– Piękny wiek – powiedziała, bo nie wymyśliła niczego mądrzejszego. Pan Stefan skrzywił się.
– Piękny wiek to pani ma. Ja nie mam nawet pięknego charakteru.
Babcia to ktoś ciepły, miły, słodki.
(…) żona jest krakuską i ona mnie dokształca przez całe życie w języku krakowskim. Nachtkastlik, meszty, ramo rowerowe, tremo, myśmy są, zapomniałem sobie… Czy można zapomnieć komuś? A oni właśnie mówią, że zapomnieli sobie. I to ich „na polu”. Może być na ulicy, na podwórku, a oni mówią – na polu.
(…) koty bajkowe nie bywały perskie, norweskie ani syjamskie. Koty bajkowe były zwyczajne.
Sasza Winogradow został, oczywiście, zawiadomiony o powstaniu nowej firmy. Wykazał stosowny entuzjazm i umówił się z Marią, że jakby co, to on chętnie zaśpiewa Okudżawę, Wysockiego, „Biełyje rozy” i nawet „Majteczki w kropeczki”, gdyby było zapotrzebowanie. Ostatnia część deklaracji wstrząsnęła Marią do głębi.
– Jeżeli ktoś będzie chciał „Majteczki w kropeczki”, to mu w życiu żadnego przyjęcia nie zrobimy – parsknęła oburzona.
Sasza pękał ze śmiechu.
– Dałaś się podpuścić, przyjaciółko – chichotał cały zadowolony. – Nie bój się, będziemy trzymać fason jak ta twoja filmowa panienka… jak jej było? Babette?
(…) tylko ustne polecenie, najlepiej w głębokiej tajemnicy. Brylanty nie ogłaszają się ani w Internecie, ani po gazetach.
– (…) w moim pokoleniu wszyscy czytali Agatę. Jeśli w ogóle czytali kryminały. Ja czytałem dosyć dużo, zwłaszcza kiedy jeździłem po różnych budowach jako kawaler jeszcze. Byłem ulubionym klientem prowincjonalnych bibliotek.
– Myślałam, że ci, co jeździli po budowach, robili zupełnie co innego…
– Co innego też robiłem. Kiedy ma się tyle lat co pani, czas jest bardziej rozciągliwy. Kiedy może pani do mnie przyjść?
– Okładam się kotem, ale na razie nie pomaga. – Jakim kotem?
– Moim. On jest bardzo duży. Podobno kot kładzie się tam, gdzie człowiek ma jakieś kuku. Ja mam wszędzie. On się przemieszcza. To mądry kot. Nazywa się Rambo.
– O matko. Kot? Rambo?
– Bo to bandyta. Ale mnie kocha.
Panie doktorze, ja się już nauczyłam nie płakać przy złych wiadomościach, niech pan mi przynajmniej nie zabrania płakać przy dobrych!



