Monika Szwaja
Cytaty
– Ja pierniczę! Wiedziałam!
– Ale chyba od niedawna? – mruknął aspirant.
– Od przed chwilą.
– Kurczę, Gizmuś – powiedziała Ilonka, zamknąwszy za nimi drzwi i sprawdziwszy, czy aby są dobrze zaryglowane. – Ja się z nimi po prostu zabiję. Ona mnie chce za niego wydać. Rozumiesz to, psiul?
– Jasne, że rozumiem – mówiły oczka małego kosmity. – Daj mi kulek.
– Zaraz ci nasypię – obiecała. – Za chwilę, bo teraz nie mogę się ruszać. Chyba za dużo zjadłam.
Ruszyło ją sumienie, nasypała gremlinowi brązowych kulek puriny i dolała wody do miseczki.
Miłość robi z ludzi idiotów. (…) Seks to co innego, ale te wszystkie komplikacje emocjonalne…
Użytkowniczka pokoju okazała się wysoką i kościstą osobą, z makijażem nie krzykliwym a wręcz wrzeszczącym, oraz rudymi włosami ułożonymi w kunsztowną miotłę. Miała żylaste ręce z purpurowymi tipsami.
Komisarzowi natychmiast przyszedł do głowy pewien transwestyta, z którym miał niegdyś do czynienia. Wyglądał podobnie i mówił barytonem.
Aspirantowi Kasia skojarzyła się nie tyle z transwestytą, ile po prostu z przebranym chłopem.
– (…) ja nawet temu dzieciakowi współczuję. To w końcu moja mała córeczka i całowałem ją w dupcię, kiedy miała dwa miesiące. Boże, jakie to były piękne czasy! Nie mówiła, nie pisała wierszy, nie tańczyła, nie malowała i nie komponowała na pieprzony keyboard! Umiała tylko jeść, robić kupę i uśmiechać się do tatusia. I bełkotała rozkosznie, kiedy jej pokazywałem palec…
– Teraz też bełkoce – wtrąciła bezlitośnie Eulalia.
– Ale z mniejszym wdziękiem.
Policjantom było obojętne, czy facet siedzi, czy stoi, czy może leży na wznak, byle jego wypowiedzi były precyzyjne.
– I po co ja cię karmiłam własną piersią?
– Nie oszukuj, mama (…) – Nie karmiłaś nas piersią, bo miałaś jakieś zakażenie, a potem my, idioci, woleliśmy flaszkę.
– Bo podobno miała większy otworek niż twoja… propozycja – dołożył Kuba.
Nie lubię, kiedy się mnie traktuje jak powietrze. I to nieświeże!
– Nie macie wrażenia, że ona jest najmłodsza z nas wszystkich? – zauważyła Alina. – A przecież to bzdura. Wszystkie mamy tyle samo.
– Ja mam coraz więcej – stęknęła Marcelina. – Z każdym kilogramem dwa lata więcej. Strasznie zgrubiam. Nie jest wykluczone, że urodzę małego hipopotamka. Jak będzie synuś, nazwę go Hipolit.
– A jak córka? – chciała wiedzieć Agnieszka.
– Co jest damskiego na Hipo?
– Hipokryzja! – ucieszyła się Agnieszka.
Michalina była namiętną oglądaczką i słuchaczką programów politycznych (...), jednak traktowała je jako skrzyżowanie kryminału z kabaretem i możliwość wejścia w ten świat budziła w niej zdecydowany sprzeciw.
Po co facetowi uroda?
One wiedzą, że po chemii włosy wypadają. Potem odrastają. A czasem się umiera. Wszystko wiedzą.





