Monika Szwaja
Cytaty
(…) jak szef jest okay, to proszę bardzo, może mnie poganiać ile chce.
– O Boże, Grzesiu…
– Nie mów do mnie Boże, to mnie peszy.
– (…) Mówiłaś, że miał dwie żony? I co z nimi zrobił?
– Obie go rzuciły.
– Ohoho, to ja ci gwarantuję, że on się boi dwa razy więcej niż ty. Ciebie rzucił tylko jeden mąż.
– Nie jedz z pełnymi ustami (…)
– Inaczej nie potrafię.
– To znaczy nie mów!
Zabójstwo to głupia rzecz. Ja bym na panów miejscu szukała jakiegoś idioty, względnie kryptoidioty.
Ilonka prychnęła kaszą, a Lalka postukała się kostką od karkówki w czółko.
Czuła się byle jak i bolała ją głowa. Coś było nie w porządku.
Ach, prawda. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Wczoraj zdecydowała, że dziś wyjedzie.
To tylko klimakterium. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. Na razie natychmiast trzeba się wykąpać!
Wstała z tapczana i spojrzała w lusterko. Niedobrze. To też klimakterium? A nie, to niechlujstwo.
Kamienie na drodze tłuc byłoby łatwiej, niż rozmawiać z tym człowiekiem!
Komisarz uprzytomnił sobie, ilu jeszcze stukniętych i nadmiernie komunikatywnych pracowników telewizji musi odpytać, i stracił cały apetyt na kotlet schabowy zakwitający przed nim wykwintnym garnirunkiem z zielonej sałaty i czerwonego pomidorka.
– I co, malutki – przemawiała do Gizma, który węsząc pilnie, siedział u jej stóp i wbijał w nią spojrzenie kosmiczne i hipnotyczne. – Sprężyłbyś się raz umysłowo i powiedział, co mam zrobić?
– Daj mi kulek – mówiły oczy mopsa.
– Zaraz ci dam kulek, tylko umyję twoje miseczki. – Ilonka puściła wodę i zastygła nad zlewem. – Kurczę, co ja mam zrobić? Zadzwonić do niego, czy nie?
– Daj mi kulek.
– Przecież oni umorzyli śledztwo. Dali sobie spokój. Nie potrafili dojść do tego, kto ją zabił. Olali wszystko. A on olał przy okazji mnie. Nie mogę mu tego mieć za złe. Żaden normalny facet nie chciałby mieć ze mną więcej do czynienia. Nieprawdaż?
– Myj te michy. Daj mi kulek.
– Już myję. O cholera, rozchlapało się. Ty, Gizmuś, a co z twoim ADHD? Bardzo grzeczny piesek z ciebie ostatnio. To masz je w końcu czy nie?
– Jak chcę, to mam. Daj mi kulek.
– Już ci daję, mopsiu. Jedz na zdrowie.
Operatorowi nie mogą trząść się ręce. Jak się wyśpimy, to popracujemy.
– A jak wrócisz, idź do ginekologa, niech ci zaordynuje hormony na przekwitanie. Taki plasterek na tyłek. Mówię ci, pomaga. Moja żona jest nie ta sama kobieta, a już myślałem, że się z nią rozwiodę. Albo ją zabiję.
– A jeśli ci ginekolog nie pomoże, idź do psychiatry – dorzucił Rysio (…). – Muszę tam wysłać moją starą. Stworzycie we dwie grupę kobiet wykończonych przez telewizję.
– Ile lat ma twoja żona?
– Dwadzieścia sześć. Ale już ma objawy.



