Nadnaturalnej wielkości kocisko złaziło właśnie niespiesznie z parapetu okiennego, zgrabnie lawirując między… — Monika Szwaja
Nadnaturalnej wielkości kocisko złaziło właśnie niespiesznie z parapetu okiennego, zgrabnie lawirując między doniczką z kwitnącym storczykiem a pojemnikiem pełnym bazylii, rozmarynu, tymianku i lebiodki, znanej u nas powszechnie jako oregano. Jak na pospolitego dachowca, kot był rzeczywiście ogromny, łeb miał jak mała główka kapusty i potężne łapska. W jego chytrze zmrużonych oczkach czaił się uśmiech, znany doskonale wszystkim czytelnikom Alicji w krainie czarów.
Rambo, cały w lansadach, podszedł do swojej pani i psią metodą wspiął się przednimi łapami po jej spódnicy. Gdzieś z głębi pręgowanego szarego futerka wydobywał się niski pomruk.
– Na rączki – domagał się pomruk wyraźnie. – Na rączki!
Agnieszka z niejakim trudem podniosła ośmiokilogramowego kota, a ten natychmiast zaczął się do niej przytulać, mrucząc zgoła euforycznie.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Nie macie wrażenia, że ona jest najmłodsza z nas wszystkich? – zauważyła Alina. – A przecież to bzdura. Wszystkie mamy tyle samo.
– Ja mam coraz więcej – stęknęła Marcelina. – Z każdym kilogramem dwa lata więcej. Strasznie zgrubiam. Nie jest wykluczone, że urodzę małego hipopotamka. Jak będzie synuś, nazwę go Hipolit.
– A jak córka? – chciała wiedzieć Agnieszka.
– Co jest damskiego na Hipo?
– Hipokryzja! – ucieszyła się Agnieszka.
Michalina była namiętną oglądaczką i słuchaczką programów politycznych (...), jednak traktowała je jako skrzyżowanie kryminału z kabaretem i możliwość wejścia w ten świat budziła w niej zdecydowany sprzeciw.
Po co facetowi uroda?

