– Powiedz mi, co to za określenie, z którym masz kłopot. – Priwieriedliwyje (…). – Kto wyje, powiedziałaś? –… — Monika Szwaja
– Powiedz mi, co to za określenie, z którym masz kłopot.
– Priwieriedliwyje (…).
– Kto wyje, powiedziałaś?
– Nikt nie wyje. No, może ja. Konie są priwieriedliwyje. We wszystkich tłumaczeniach jest jednakowo: narowiste. A priwieriedliwyje wcale nie znaczy „narowiste”. „Narowisty koń” po dla mnie poza tym pojęcie zootechniczne, a nie poetyckie. Nie ma czaru, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. (…) Priwieriedliwyj to po naszemu „grymaśny, kapryśny”. „Narowistego” ja odczuwam jak takiego trochę świrusa. Tu kopnie, tu zrzuci z siodła… A te konie priwieriedliwyje nie są stuknięte, tylko Imają własne zdanie. Nie słuchają woźnicy są nieposłuszne…
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Że opuściłam dom mego męża, chciałaś powiedzieć. Był chamem i damskim bokserem. Wytrzymywałam to jak idiotka, bo kiedyś przyrzekłam jednemu księdzu przy spowiedzi, też jak idiotka, że będę matką rodu, dopóki mój syn może mnie potrzebować, to znaczy, dopóki sobie nie znajdzie własnej kobiety. Ten ksiądz chciał mnie ugrobić na całe życie z tą wiernością małżeńską, ale uznałam, że wszystko ma swoje granice. Byłam na spowiedzi przy okazji waszego ślubu i powiedziałam księdzu, temu samemu zresztą, on ma już ze sto lat, że koniec mojej przysięgi, a on mi odmówił rozgrzeszenia. Odtąd chodzę do kościoła nielegalnie.
Ty się o nic nie martw, Marysia – powiedział tonem niezrównanego doktora Pawicy.
– Sasza Winogradów, native speaker, tłumacz i poeta z bożej łaski oraz śpiewak. Bardzo skromny śpiewak. W każdym razie nie piosenkarz. Pieśniarz?… Tak sobie przy gitarze śpiewam troszkę.
– Okudżawę i Wysockiego?
– No tak, tu wszyscy ich uwielbiają, nie wiem, jakim cudem.

