– A wiecie, że on, to znaczy Kołczak, właściwie sam siebie rozstrzelał? – Z dwóch pistoletów – roześmiała się… — Monika Szwaja
– A wiecie, że on, to znaczy Kołczak, właściwie sam siebie rozstrzelał?
– Z dwóch pistoletów – roześmiała się Hanka.
– Nie, z plutonu egzekucyjnego. Bo tam nie było nikogo wyżej pułkownika, a Kołczak był admirałem, więc nikt w zasadzie nie miał prawa wydać komendy „pli”, to znaczy po waszemu… jak, Mareszka, bo nie wiem?
– Pal.
– No właśnie. I Kołczak sam wydał komendę. A oni go na tę komendę zabili. To jest prawdziwa prawda (…).
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Że opuściłam dom mego męża, chciałaś powiedzieć. Był chamem i damskim bokserem. Wytrzymywałam to jak idiotka, bo kiedyś przyrzekłam jednemu księdzu przy spowiedzi, też jak idiotka, że będę matką rodu, dopóki mój syn może mnie potrzebować, to znaczy, dopóki sobie nie znajdzie własnej kobiety. Ten ksiądz chciał mnie ugrobić na całe życie z tą wiernością małżeńską, ale uznałam, że wszystko ma swoje granice. Byłam na spowiedzi przy okazji waszego ślubu i powiedziałam księdzu, temu samemu zresztą, on ma już ze sto lat, że koniec mojej przysięgi, a on mi odmówił rozgrzeszenia. Odtąd chodzę do kościoła nielegalnie.
Ty się o nic nie martw, Marysia – powiedział tonem niezrównanego doktora Pawicy.
– Sasza Winogradów, native speaker, tłumacz i poeta z bożej łaski oraz śpiewak. Bardzo skromny śpiewak. W każdym razie nie piosenkarz. Pieśniarz?… Tak sobie przy gitarze śpiewam troszkę.
– Okudżawę i Wysockiego?
– No tak, tu wszyscy ich uwielbiają, nie wiem, jakim cudem.

