Ogień na ubraniu mężczyzny wygasł. Nieznajomy był cały czarny; jego twarz i głowę oblepiała gruba warstwa… — Mo Yan
Ogień na ubraniu mężczyzny wygasł. Nieznajomy był cały czarny; jego twarz i głowę oblepiała gruba warstwa mułu, na szyi wiła się niewielka dżdżownica. Nie było widać oczu ani nosa, jedynie usta, z których wydobywał się żałosny lament: „O matko, boli, o matko, umieram...” Spomiędzy warg wypełzła złotawa pijawka. Mężczyzna wiercił się w błocie, podnosząc z dna nagromadzone tam od lat opary zgnilizny.
s. 42Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
W jej zamglonym umyśle powstała szczelina, przez którą do wnętrza wpadł promień białego światła. Usłyszała rżenie konia, odwróciła się i zobaczyła źrebaka złotożółtej maści, z falującą, podobną do płomienia grzywą, wbiegającego na most od południa. Urodziwy, biegający luzem źrebak, już nie dziecko, a jeszcze nie młodzieniec, nieposkromiony i pełen wigoru, promieniował energią młodości.
s. 37
Nagle piersi matki stały się onieśmielone, spięte; pokryły się rumieńcem i kropelkami potu, które spłynęły wąskim strumykiem w dolinkę pomiędzy nimi. Dostrzegłem na ich skórze dwie tańczące plamki niebieskiego światła – był to odblask jarzących się oczu pastora Malloya. Z głębokich, ciemnoniebieskich oczodołów wyciągnęły się małe, żółtawo owłosione rączki – chciały mi zabrać mój pokarm! Żółte płomienie rozszalały się w moim sercu.
s. 76
Prawdziwe wieści nie rozchodzą się dalej niż na dziesięć li.
s. 33

