– Gerd. W zasadzie dlaczego właśnie Gerd? Twój stary to fanatyk Andersena? Pół mieszkania zajebane baśniami… — Marta Kisiel
– Gerd. W zasadzie dlaczego właśnie Gerd? Twój stary to fanatyk Andersena? Pół mieszkania zajebane baśniami?
– Titku!
Oburzenie narzeczonego jak zwykle po niej spłynęło.
– Och, tak się tylko mówi.
– No to brzydko się mówi.
– Brzydko to się mówi „wziąść”. Albo „włanczać”.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Nie wyglądasz mi na szczęśliwą narzeczoną. Naprawdę zamierzasz za niego wyjść?
– Bo ja wiem? Może. Czemu nie. Jest… całkiem fajny.
– Czekaj no. Zwiążesz się z… jak mu było?
– Karolek.
– Więc zwiążesz się z tym Karolkiem na całe życie, bo jest „całkiem fajny”?
– Nie no, El, bez przesady, bądźmy poważne. Nie zamierzam tak długo czekać z rozwodem.
– (…) czas robi z ludźmi rzeczy… niesamowite. Nawet gdy ledwie muskają jego powierzchnię, nieświadomi tego, co kryje się głębiej, w odmętach, do których nie mają dostępu, i tak niepostrzeżenie nim przesiąkają. Nieustannie, w każdej sekundzie swojego zwyczajnego życia. Ale czy trzymamy się brzegu, czy bezpiecznych mielizn, czy też bez wahania skaczemy w największą głębinę, koniec zawsze jest ten sam.
– Śmierć.
– Nieunikniona, nieubłagana śmierć.
– (…) Ale to już koniec trupów i innych niespodzianek nie z tego świata, prawda? – zapytał narzeczoną rozpaczliwym szeptem. – Prawda, Dżusi?
– A widzisz, trzeba było wykupić rozszerzoną gwarancję, zanim poprosiłeś mnie o rękę, to może nie miałbyś teraz takich niespodzianek.

