W późniejszym okresie Roger miał wspominać te osiem tygodni spędzone w Iquitos jako powolne opadanie na dno… — Mario Vargas Llosa
W późniejszym okresie Roger miał wspominać te osiem tygodni spędzone w Iquitos jako powolne opadanie na dno, niedostrzegalny, lecz stały proces tonięcia w morzu intryg, fałszywych pogłosek, kłamstw jawnych lub zakamuflowanych, sprzeczności. Był to świat, w którym nikt nie mówił prawdy, gdyż ta przysparzała wrogów i problemów, a częściej jeszcze dlatego, że ludzie żyli wewnątrz systemu, gdzie było już niemożliwe odróżnienie prawdy od fałszu, rzeczywistość od omamu.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
To właśnie jest historia, gałąź fikcji podająca się za wiedzę.
Przez wiele lat religia była mi obojętna…(…)…ale nigdy nie przestałem wierzyć w Boga. Uważałem go za pierwszą zasadę życia. I wiele razy (…) zapytywałem się z przerażeniem: Jak może Bóg pozwalać na coś takiego? Co to za Bóg, który toleruje, by tyle tysięcy mężczyzn, kobiet, dzieci cierpiało podobne katusze? Trudno to zrozumieć, prawda?
Roger czuł się jak kołysany do snu, krążył w kółko, dreptał w miejscu manipulowany przez niewidzialne, lecz potężne siły. Wszystkie zabiegi, obietnice, informacje, rozsypywały się, rozpływały w powietrzu, fakty nigdy nie pokrywały się ze słowami. To, co czyniono, i to, co mówiono, to były dwa odrębne światy. Słowa zaprzeczały czynom, czyny zadawały kłam słowom, a wszystko odbywało się na zasadzie powszechnego oszustwa, chronicznego rozdźwięku między mową a działaniem uprawianego przez wszystkich dokoła.

