Czas chronologiczny i czas psychologiczny. Ten pierwszy istnieje obiektywnie i nie zależy od naszego… — Mario Vargas Llosa
Czas chronologiczny i czas psychologiczny. Ten pierwszy istnieje obiektywnie i nie zależy od naszego subiektywnego odczuwania, a mierzymy go według ruchu gwiazd w kosmosie i pozycji zajmowanych względem siebie przez planety, to on miele nas od naszych narodzin do odejścia i wyznacza krzywą życia każdej istoty. Ale jest też czas psychologiczny, liczony w odniesieniu do tego, co robimy albo czego nie robimy, i w sposób specyficzny łączący się z naszymi emocjami. Mija szybko, kiedy czujemy się szczęśliwi, zanurzeni w intensywnych i radosnych wydarzeniach, które oszałamiają nas, zajmują i pochłaniają. Dłuży się natomiast i jakby ciągnie – przez sekundy i minuty, minuty i godziny – gdy czegoś tęsknie wyglądamy albo kiedy cierpimy i okoliczności życia bądź sytuacja osobista (samotność, napięcie, nadciągająca katastrofa, wyczekiwanie czegoś, co powinno albo nie powinno się wydarzyć) wyostrzają w nas świadomość upływu czasu: właśnie w obliczu naszej chęci przyspieszenia jego biegu zdaje się wyhamowywać, opóźniać, wlec. Zaryzykuję twierdzenie, że jest to absolutna reguła (jedna z niewielu w świecie fikcji literackiej): czas w powieści to czas zbudowany na fundamencie czasu psychologicznego, nie chronologicznego, czas subiektywny, któremu rzemiosło pisarza (d o b r e g o pisarza) nadaje pozory obiektywności.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Zawsze znajdzie się w powieści lub w udanym wierszu element czy wymiar, którego nie uchwyci racjonalna analiza krytyczna. Krytyka jest bowiem działaniem rozumu i inteligencji, w kreacji literackiej zaś prócz tych czynników biorą udział, nieraz najistotniejszy, intuicja, wrażliwość, domyślność, nawet przypadek – wymykające się sieci, choćby o najbardziej gęstych okach, krytycznego badania. Dlatego nikt nikomu nie wytłumaczy, jak się tworzy dzieło – co najwyżej pomoże zdobyć umiejętność pisania i czytania. Reszty trzeba się nauczyć samemu, potykając się, upadając i wstając, bez wytchnienia.
Wolę bowiem czytać powieści, niż dokonywać ich wiwisekcji.
P e ł n a treść danej powieści (złożona z faktów podanych i pamiętanych) to sześcian.

