Spotykam przy kasie sąsiadkę, wykreśla z kartki, co już wzięła. W głowie ma bilans swojego rozpadającego się… — Manuela Gretkowska
Spotykam przy kasie sąsiadkę, wykreśla z kartki, co już wzięła. W głowie ma bilans swojego rozpadającego się małżeństwa. – Z rozwodu korzystam ja, ale wiesz, kto na tym zarabia? Adwokat, deweloper, nie mówiąc o kupowaniu nowych mebli i tak dalej. Rozwodząc się, mam większy wkład w gospodarkę, niż rodząc dwoje dzieci. Nowa produktywność czterdziestolatków, nie chcesz pomóc Polsce? – pyta, poprawiając sobie szminką usta, jakby podkreślała słowa na czerwono.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Najbardziej lubię noc. Gdy kładę się i jeszcze mam siłę poczytać, a potem czuć poluzowanie uścisku mięśni. Zostawiających mnie w spokoju, bez napinania szczęk, rąk.
Trochę normalności w supermarkecie. Ładuję sery, wodę. Dokładam paczkę papieru toaletowego – ostatnie ogniwo łańcucha pokarmowego. Nic na to nie poradzimy, jesteśmy otoczeni kurtyzanami potrzeb. Reklama to sztuka zrobienia laski szkieletowi.
Kupiłam różowo-cielistą torebkę. Noszę ją na długim pasku, cholernie kobieca. Piotr przygląda się jej krytycznie, obmacuje mięsisty zamsz. – Macica na szelkach – ocenia. Może ma trochę racji. Nie nosiłam torebek do czasu urodzenia Poli. Wcześniej nie były potrzebne, wystarczał plecaczek. Symboliczna, urojona z drugiej strony kręgosłupa ciąża pozamaciczna?

