– Witaj, destruktorze – zaszemrał tuż przy uchu anioła ledwie słyszalny szept. Daimon natychmiast otworzył… — Maja Lidia Kossakowska
– Witaj, destruktorze – zaszemrał tuż przy uchu anioła ledwie słyszalny szept.
Daimon natychmiast otworzył oczy.
– Duma? Jak tu wlazłeś?
Paskudny pysk Anioła Śmiertelnej Ciszy wykrzywił uśmiech.
– Aaa, ma się różne sposoby.
– Do diabła, to moja prywatna łazienka! Nie zamawiałem towarzystwa, a w każdym razie nikogo twojego pokroju.
Duma potarł płaski nos.
– Nie odpowiadają ci moje wdzięki? – zarechotał. Daimon uniósł się na łokciach i usiadł.
– Anielice – powiedział powoli. – Rozumiesz? Lubię anielice. Którego słowa nie zrozumiałeś?
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Musimy zostawić wszystkich naszych za sobą! – Jak powiedział żebrak na widok darmowej garkuchni.
– Wszystko w porządku? – zapytał niezbyt mądrze Książę Tajemnic.
Gabriel lekko się skrzywił, a Daimon zdobył na cierpki uśmiech.
– Jasne. Siewca miewa się kwitnąco. Po prostu doskonale. Przygotowania do wizyty przebiegają bez komplikacji.
Razjel parsknął.
– Miałem was na myśli, parszywy cyniku.
– Odchodząc, powiem ci to, com zrozumiało przez wieki istnienia na granicy światła i mroku. Zaprawdę nie obawiaj się losu swego, gdyż jest on jak talar nieustannie obracany w dłoniach Wiecznego. Dobra i zła, słodka i smutna strona wirują splecione w jedność. Bądź pozdrowiony, Burzycielu Światów, albowiem na zgliszczach najpiękniejszy wyrasta owoc.

