Koko rozsiadł się po królewsku na głowie łosia, patrząc z aprobatą na swoje włości. Łoś zaś, z głową o długim… — Lilian Jackson Braun
Koko rozsiadł się po królewsku na głowie łosia, patrząc z aprobatą na swoje włości. Łoś zaś, z głową o długim pysku, szerokich nozdrzach i opuszczonej szczęce, znosił to poniżenie z gorzką rezygnacją.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– A genialny kot zrobi pewnie prawo jazdy?
– Koko? Wcale bym się nie zdziwił. Pasjonuje się wszelkimi klawiszami, gałkami, tarczami i dźwigniami. Wszystkimi urządzeniami mechanicznymi.
– Jest tu jakieś dobre miejsce, żeby spróbować tego specjału?
– W czapce czy bez czapki?
– Słucham?
– Chodzi o to, że mamy tutaj lepsze restauracje, jak ta w hotelu. I takie knajpki do codziennego użytku, gdzie ludzie jedzą, nie zdejmując czapki z głowy.
Koko, którego pełne imię brzmiało Kao K'o-Kung, miał godność orientalnego władcy. Siedział wyprostowany i poruszał lekko wąsikami na znak dezaprobaty. Koty doskonale zdawały sobie sprawę, że ich wygląd pasuje do białego puszystego dywanu. Miały cechy typowe dla syjamskich kotów: błękitne oczy, brązowy pyszczek, płową sierść, której mogły pozazdrościć im norki, smukłe brązowe łapy i piękny ogon.

