Cytaty
Koty są zazdrosne o swoje imiona. Bardzo zazdrosne.
Jest ładna, ale nie w moim typie. Mam już dość szefowych. Poza tym skórę z zebry najbardziej lubię na zebrze.
Artysta nierzadko przez całe życie wykonywał jeden przedmiot (...).
W komunikacji międzyludzkiej tak już jest, że najbardziej zainteresowani dowiadują się na szarym końcu (...).
– Wprowadzaj się pan z kotem! – krzyknął Noyton. – Może dostać własny pokój i łazienkę. Pierwsza klasa.
– Mogę panu udzielić pewnej ojcowskiej rady?
Qwilleran spojrzał na niego z zaintrygowaniem.
– Nigdy, ale to przenigdy proszę o draperiach nie mówić „zasłonki” – szepnął Lyke.
Kot bezgłośnie wdrapał się na biurko i zatopił pazury w skorowidz teleadresowy. Chciał rozegrać partię swojej ulubionej gry. Qwillerana zaswędziały wąsy. Nie mógł się oprzeć pokusie – otworzył skorowidz na stronie, którą wskazał kot.
Zobaczył numer telefonu niejakiego doktora Thomasa i dobrze znanej kancelarii prawniczej Teahandle, Burris, Hansblow, Maus i Castle. Dwa śmieszne nazwiska: „Mysz” i „Zamek”.
– Winszuję! – rzekł Qwilleran. – Złapałeś mysz.
Kobieta, która porzuca dzieci, jest zwykłą zdzirą.
W drodze do wyjścia Bunsen rzekł:
– Dobrze, że to się już skończyło. Przez chwilę myślałem, że nas podejrzewają.
– Nasz zawód jest poza wszelkimi podejrzeniami – odparł Qwilleran. – Słyszałeś kiedyś, żeby dziennikarz popełnił zbrodnię? Lekarze tłuką na śmierć swoje żony, adwokaci strzelają do swoich wspólników, bankierzy czmychają z oszczędnościami klientów. A dziennikarze chodzą do klubu prasowego, gdzie topią w alkoholu swe przestępcze skłonności.
Ludzie lubiący zwierzęta zawsze pytają o ich imiona.
Mieszkam w Happy View Woods. Cztery sypialnie i wielka hipoteka.
Szarość to niesłychanie cywilizowany kolor, nie uważa pan?
Gdy go wymijały, zlustrował każdą okiem znawcy. Ta za stara. Tamta pospolita. Ta od mody wzbudza wręcz grozę. A ta, która pisze o życiu towarzyskim, ma męża.
Koty to indywidualiści.
– Och, ma pan kota? – zapiszczała Natalie. – Lubi homary?
– Lubi wszystko, co jest drogie. Podejrzewam, że umie czytać metki z cenami.
– Lubię wszystko (...). Pod warunkiem, że jest wygodne i mogę położyć na tym nogi.
– Dwadzieścia lat temu to ja się ciągle bawiłem klockami.
– Chyba jako jedyny chłopiec z zarostem – mruknął Qwilleran pod wąsami.
W naszej branży doświadczenie może być przeszkodą.
Koko słuchał uważnie każdego słowa. (...) zamrugał potwierdzająco ślepiami.(...) zapiszczał, jak gdyby próbował wyrazić swoje współczucie.
Czysta biel zdarza się bardzo rzadko.
Napój szczypał w język. Przypominał samą Cokey – był chłodnawy i łagodny, z nieoczekiwanym dodatkiem pikantnej nuty.
Najchętniej odbyłbym z Percym szczerą rozmowę, ale do niego trudno dotrzeć. Jest zaprogramowany, jak komputer. Uśmiecha się szczerze. Mocno ściska rękę. Mówi bardzo miłe komplementy. Ale gdy nazajutrz napatoczysz się na niego w windzie, to jakby cię w ogóle nie znał. Bo akurat tego dnia nie figurujesz w jego grafiku.
Włożywszy nowy krawat i lepszy ze swoich dwóch garniturów, Qwilleran z niepokojem pojechał do pierwszego studia wnętrzarskiego, przygotowując się na dużą dawkę luksusu.
Gdy wszedł do apartamentu, Koko powitał go tradycyjnymi pląsami, których finał rozegrał się na biurku. Na aparacie telefonicznym świeciła się czerwona lampka. Dzwoniono, zdawał się mówić kot, ale nie miał kto odebrać.
Syjamczyki potrzebują towarzystwa innych kotów. Inaczej wariują.
Koko [kot] poruszył się niepewnie. Jego ślepia przypominały wielkie zatroskane kałuże błękitu.
Otworzył wielki słownik, wyróżniający się daleko posuniętym stanem sfatygowania, po czym rozpoczęli swoją ulubioną grę. Polegała na tym, że kot wbijał pazury w kartki, a Qwilleran otwierał gruby tom we wskazanym miejscu, następnie czytał na głos pierwsze dwa hasła widniejące u góry strony. Jeśli Koko używał prawej łapy, Qwilleran wybierał hasła z prawej strony, ale na ogół kot posługiwał się lewą. Wszystko wskazywało na to, że jest mańkutem.
Z miną wyrażającą znudzenie i niesmak, uwydatnioną obwisłymi sumiastymi wąsami, Jim Qwilleran przygotował sobie kawalerskie śniadanie. Gorącą kranówą zalał kawę rozpuszczalną, aż na powierzchni zaczęły pływać brązowe grudki. Z wypełnionego okruchami chlebaka, w którym zagnieżdżała się powoli pleśń, wygrzebał pączka. Następnie rozpostarł papierową serwetkę na stole obok okna, którym wpadało przefiltrowane przez smog miejskie słońce, oświetlające ponure mieszkanie.
Tego wieczoru telefon zadzwonił ponownie. Tym razem w słuchawce rozbrzmiał głos Fran Unger.
– Cześć, Qwill, a jednak jesteś w domu!
– Owszem – odparł, obserwując uważnie Koko, który natychmiast wskoczył na biurko.
– A podobno byłeś umówiony na mieście.
– Wróciłem wcześniej, niż się zanosiło.
– Jestem w klubie prasowym – wyszeptała Fran zmysłowym głosem. – Może wpadniesz? Wszyscy tu jesteśmy. Szykuje się niezła popijawa.
– Spadaj! – warknął Qwilleran do Koko, próbującego kręcić tarczą za pomocą nosa.
– Coś ty powiedział?
– To nie do ciebie, tylko do kota – wyjaśnił Qwilleran i pchnął Koko, ale ten zmrużył groźnie ślepia, stawiając opór i knując następne niecne posunięcie.
– No właśnie – ciągnęła pieszczotliwie Fran Unger -a kiedy zaprosisz mnie do siebie, żebym poznała tego twojego Koko?
– Miau! – zapiszczał kot w prawe ucho Qwillerana.
– Zamknij się!
– Co?
– Jasna cholera! – krzyknął rozeźlony dziennikarz, bo Koko strącił na podłogę popielniczkę wypełnioną popiołem z fajki.
– No cóż – rzekła Fran Unger lodowatym tonem. – Muszę powiedzieć, że twoja gościnność jest porażająca!
– Posłuchaj, Fran. W tej chwili nie za bardzo mogę gadać, bo kot strasznie broi. – Już miał wyjaśnić, co się stało, ale usłyszał trzask na linii. – Halo? Halo?
Odpowiedzią była martwa cisza, a potem ciągły sygnał. Połączenie zostało przerwane. Koko mocno dociskał łapą widełki.
Dlaczego gazety muszą mieć tak przesłodzone nazwy jakby z dziewiętnastego wieku?
Koko [kot] słuchał uważnie każdego słowa. (…) zamrugał potwierdzająco ślepiami. (…) zapiszczał, jak gdyby próbował wyrazić swoje współczucie.
(...) potarmosił kota po głowie w wyrazie obcesowego pożegnania.
Oczywiście podstawowy wydźwięk tego sportu ma charakter erotyczny (...).
To już wszystkie cytaty.
33 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



