Tradycyjna nauka chrześcijańska oczekiwała od pobożnych miłości Boga jako jedynego dobra absolutnego, nie… — Leszek Kołakowski
Tradycyjna nauka chrześcijańska oczekiwała od pobożnych miłości Boga jako jedynego dobra absolutnego, nie odmawiając wszakże względnej czy zależnej wartości celom skończonym, jeśli są one właściwie umiejscowione w hierarchii dóbr; w świecie stworzonym istnieją rzeczy i jakości, które mogą uchodzić za wartości autonomiczne, choć nie absolutne (finis ultimus secundum quid), a także takie, które nie mając same w sobie wewnętrznej wartości, są pożyteczne, jako że służą wytworzeniu albo zdobyciu dóbr autotelicznych (i tak na przykład, życie ludzkie jest dobrem samym w sobie, ale nie dobrem absolutnym, i tym samym może być Bogu złożone w ofierze, natomiast pożywienie nie ma autonomicznej wartości, lecz jest dobrem w tym stopniu, w jakim podtrzymuje życie, itd.). Inaczej dla radykalnego mistyka: Bóg jest dlań nie tylko najwyższym, ale jedynym właściwym dobrem, stworzeniom nie przysługuje nawet wtórne czy instrumentalne dobro; (…).
s. 100Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
To, co filozof pracowicie usiłuje wyłożyć w abstrakcyjnych i często zawiłych kategoriach, mistyk po prostu widzi. Od czasu do czasu opisuje on swoje doświadczenie przygodności rzeczy stworzonych, powiadając, że świat jest złudzeniem. Tak bez ogródek wyrażona, myśl ta jest, rzecz jasna, nie do przyjęcia dla wiary judaistycznej, chrześcijańskiej czy islamskiej, każda z nich bowiem nieodmiennie głosi realność wszystkiego, co Bóg powołał do istnienia (w przeciwnym razie sam Jezus byłby tylko widmem), jest natomiast tradycyjnie zadomowiona w spuściźnie buddyjskiej i hinduistycznej.
s. 112
(…) nigdy nie brak argumentów dla uzasadnienia doktryny, w którą z jakichkolwiek powodów chce się wierzyć.
W tradycji monoteizmu Bóg nie był, oczywiście, przyczyną zła moralnego, a zło, choć nie miało podstawy ontologicznej, było jednak realne i przynajmniej częściowo nie do odkupienia. Byt nie mógł nie być dobry, ale zła wola ludzi i demonów, nieuchronnie dających upust swej wolności czy samodeterminacji, była realną energią przeciwstawiającą się Boskiemu porządkowi i planom. W wizji panteistów nie ma miejsca na taką energię: skłaniają się oni ku wierze, którą niekoniecznie wyrażają w tej właśnie formie, że cokolwiek się dzieje, pochodzi z Boskiej inspiracji i musi należeć do opatrznościowego planu. Przy takim założeniu trudno zdefiniować samo rozróżnienie między dobrem a złem i łatwo nam ufać, że wszystkie nasze uczynki, choćby z motywów najbardziej występnych pochodzące, nie tylko „obiektywnie” wytwarzają dobro zgodnie ze wspaniałym zamysłem Boga, ale są naprawdę dobre; podważa to, albo po prostu czyni bezcelową całą edukację moralną.
s. 105

