Nigdy nie uważałem siebie za zawodowego polityka, który nie ma życia zawodowego poza polityką. Ja je miałem… — Leszek Balcerowicz
Nigdy nie uważałem siebie za zawodowego polityka, który nie ma życia zawodowego poza polityką. Ja je miałem. Definiowałem siebie jako człowieka, który poprzez politykę miał wykonać ważne państwowe zadanie. Nie traktowałem odejścia z polityki jako klęski, bo to nie był mój zawód. Uczestniczyłem kiedyś w Waszyngtonie w konferencji na temat różnych typów polityków. Tam byłą mowa o technopols, czyli ludziach, którzy poprzez politykę wykonują jakieś, zwykle reformatorskie, zadanie. To określenie, a nie technokrata, oddaje najlepiej moją rolę w polityce.
s. 191Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
No, ich odbicie – przynajmniej na Facebooku czy Twitterze – spotkało się z komentarzami, które są znaczące. I forma, i treść przypominają – mnie osobiście, a także innym ludziom – to, co wykrzykiwali Gomułka albo Moczar pod adresem ówczesnych dysydentów lub protestujących. To jest takie połączenie skrajnego nacjonalizmu z odwoływaniem się do „zdrowej części narodu”, żeby wzięła sprawy w swoje ręce i pogoniła tych „zdrajców, kosmopolitów, Europejczyków” itd.
To jest skrajna bezczelność w wykonaniu człowieka, który łamie najwyższe prawo, czyli konstytucję. Ja myślę, że on jest w pewnym nastroju, będącym połączeniem amoku i strachu.
Okazał się niedojrzały politycznie, egocentryzm jest u niego tak silny, że blokuje rozum. Dziś najważniejsza jest konsolidacja opozycji, którą on podważa. Bez względu na to, jaką rolę odgrywał w moim życiu zawodowym, jeżeli okazał się szkodnikiem, to musi być przedstawiany jako szkodnik.

