Mam tyle i tyle tysięcy dusz – chwalił się ten, kto chciał zademonstrować, że jest wielkim panem. Ale to nie… — Kacper Pobłocki

Mam tyle i tyle tysięcy dusz – chwalił się ten, kto chciał zademonstrować, że jest wielkim panem. Ale to nie o dusze, tylko o ciała chodziło. O te policzalne głowy, o ręce robocze, o smagane rózgami plecy i o karki, które pochylały się posłusznie w geście oddania. Ciała te nie układały się wcale w piramidę, stabilną i dostojną; struktura społeczna Polszczy nie została dana raz na zawsze. Przypominała raczej kotłowaninę rąk, pleców, karków i głów. Służebność działała jak grawitacja: każde ciało ciążyło, siłą rzeczy, w dół. Im bardziej podrzędną ktoś miał pozycję, tym trudniej mu było wygrzebać się na wierzch. Wgramolić się wyżej można było tylko po czyichś barkach, przyciskając kogoś łokciem czy kolanem. Nawet najskromniejszy sukces musiało okupić czyjeś poniżenie. Każde wyprostowanie kompensował czyjś pokłon.

s. 108Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0

Więcej z tej książki

Wszystkie cytaty z tej książki