(…) zorientowałam się, że dziecko przeżywa jakieś rozterki (…) samo (…) słowa nie wykrztusi i należy mu… — Joanna Chmielewska
(…) zorientowałam się, że dziecko przeżywa jakieś rozterki (…) samo (…) słowa nie wykrztusi i należy mu pomóc. Zadałam zatem stosowne pytanie, obiecując (…), że rozmowa będzie poważna i bez awantury. Po przełamaniu wewnętrznych oporów, wśród straszliwych wysiłków, mój syn zdobył się na komunikat:
– Zrobiłem coś okropnego!
Spłoszona nieco, zapewniłam go, że pełne wyznanie mu ulży. (…) dziecko uderzyło w ryk potężny, stwierdzając wśród szlochów, iż nie może powiedzieć, przez usta mu nie przejdzie, przestępstwo jest po prostu straszne. Zaniepokojona bardziej, zaczęłam zgadywać.
– Poszedłeś na wagary?
– Nie, gorzej!
– Pobiłeś mniejszego kumpla?
– Nie, gorzej!
– Jezus Mario, ukradłeś coś…?!
– Nie! Gorzej!
– Zabiłeś kogoś…?!
– Nie! Gorzej!
Rany boskie, to, co on zrobił?! Podpalił szkołę, wysadził coś w powietrze… Nie, w powietrze, to raczej jego brat… (…)
Wpadłam w popłoch rzetelny, dziecko mi ryczy (…), wydusiłam z niego wreszcie:
– Zapaliłem papierosa…!
Ulgi, jakiej doznałam, nie da się opisać. Zaraz błyskawicznie spadł mi na głowę następny problem przestępstwo powinno zostać ukarane, kara jednakże nie ma prawa przerosnąć poprzednich męczarni.(…)
Dowcip polegał na tym, że przed rokiem on już rzucił palenie i poprzysiągł, że więcej na papierosa nie spojrzy, a tu proszę, złamał przysięgę! Nie wiadomo, co gorsze, papieros czy łamanie. Wybrnęłam z sytuacji przemówieniem natury medycznej, umiarkowanie potępiającym, kładąc nacisk na wiek, stan zdrowia, rozwój fizyczny i tak dalej. Po czym mój syn nie palił, palił, rzucał palenie, podejmował na nowo i nigdy nie wiedziałam, w jakiej akurat jest fazie. Wyrósł nieźle.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Nie mam już cierpliwości do tych idiotek, które od, pi razy oko, czternastego roku życia pchają się chłopakowi, symbolicznie mówiąc, do łóżka, i całkiem nie symbolicznie domagają się od niego wtajemniczeń seksualnych. W pierwszej kolejności telewizja, w drugiej lektury, zachęcają… mało, pchają z wściekłą siłą…! do takich działań. Z żałością wielką należy stwierdzić, że jest ich dużo, tych idiotek, i możliwe, że coraz więcej.
Koszulki w gołe tyłki, małpy, palmy i pikasy, barwy, od których przez wieki zęby ich bolały i nie wiem, dlaczego im przeszło, powiewające, rozkloszowane spodenki, fontazie, żabociki, falbanki, wory i farfocle wszelkiego autoramentu. Ubrali się w ten chłam dobrowolnie i jak zaczęli wyglądać?
Nie powiem, bo ma to być utwór wytworny, w którym wyrażeń brutalnych należy unikać.
Bez względu na to, czy babie rozsypuje się stos książek (…) czy też wszystko trzyma się kupy, on chce pomóc. Odruchowo i od razu usiłuje wyjąc jej z rąk ciężar…
BŁĄD polega na tym, że ta kretynka protestuje dziko i namiętnie, nadęta i urażona, zraniona do głębi przypuszczeniem, że on ją uważa za gorszą, niezdolną do samowystarczalności, spragnioną pomocy…
Głupia czy co…?

