Ślub cywilny brało się byle jak. Słyszałam o dziewczynie, która zwyczajnie zapomniała, że ma umówioną tę… — Joanna Chmielewska
Ślub cywilny brało się byle jak. Słyszałam o dziewczynie, która zwyczajnie zapomniała, że ma umówioną tę wizytę w Urzędzie i spokojnie myła w domu podłogę, kiedy przyleciał zdenerwowany narzeczony z krzykiem, że są spóźnieni i wypadną z kolejki. Poderwała się, narzuciła płaszczyk i popędziła za nim. W Urzędzie Stanu Cywilnego okazało się, że nie ma siły, świadkowie i państwo młodzi muszą się rozebrać i zostawić okrycia w szatni. A panna młoda miała na sobie to, w czym tę podłogę myła, starą kieckę, dziurawą i brudną, świeżo zachlapaną mydlinami. Wystąpiła w tej wytwornej odzieży, ślub dano im z pewnym wahaniem i zdaje się, że na boku usłyszała parę słów od pracowników Urzędu.
s. 22Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Irenę Lubowicka, bardzo piękną dziewczynę, spotkało na ulicy niezwykłe szczęście. Do tej inwentaryzacji i łażenia po drabinach wkładała spodnie, a rzadko w owych czasach kobiety nosiły spodnie i było to źle widziane przez społeczeństwo. Szła sobie, z przeciwka szedł jakiś facet, nawet podobno młody i przystojny, spojrzał na nią, splunął i rzekł z wielkim zgorszeniem:
– Fu, co za ohyda!
s. 64
– Ty, co byś zrobił, gdybyś się obudził rano i okazałoby się, że te całe studia to był tylko sen?
Bolek popatrzył na mnie ponuro.
– Upiłbym się z radości i zostałbym traktorzystą – odparł głosem grobowym.
s. 81
Uczmy się na cudzych błędach, bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy…
s. 5

