– O czwartej nam się napój skończył. Zagrycha już wcześniej, pod koniec piliśmy pod sałatkę z chryzantem. –… — Joanna Chmielewska
– O czwartej nam się napój skończył. Zagrycha już wcześniej, pod koniec piliśmy pod sałatkę z chryzantem.
– Zwariowałeś? Z jakich chryzantem?
– A może to nie były chryzantemy. Jakiś taki postrzępiony kwiatek matka miała w doniczce, posiekaliśmy drobno, doprawiliśmy śmietaną i wtroiliśmy pod ostatnie pół litra.
– Podziękuj Bogu, że nie był trujący…
– Mnie trucizna nie szkodzi. Rąbnąłem sobie raz pięćdziesiąt gramów politury do mebli i też się nic nie stało.
– Po jakiego diabła piłeś politurę do mebli?!
– No przecież nie specjalnie! Kumpel się pomylił, miał w kredensie butelkę porterówki i butelkę tej politury i pomieszały mu się.
– Nie powąchałeś przedtem…?
– Katar miałem, co miałem wąchać. Trzy dni mi się odbijało pokostem.
s. 226Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Irenę Lubowicka, bardzo piękną dziewczynę, spotkało na ulicy niezwykłe szczęście. Do tej inwentaryzacji i łażenia po drabinach wkładała spodnie, a rzadko w owych czasach kobiety nosiły spodnie i było to źle widziane przez społeczeństwo. Szła sobie, z przeciwka szedł jakiś facet, nawet podobno młody i przystojny, spojrzał na nią, splunął i rzekł z wielkim zgorszeniem:
– Fu, co za ohyda!
s. 64
– Ty, co byś zrobił, gdybyś się obudził rano i okazałoby się, że te całe studia to był tylko sen?
Bolek popatrzył na mnie ponuro.
– Upiłbym się z radości i zostałbym traktorzystą – odparł głosem grobowym.
s. 81
Uczmy się na cudzych błędach, bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy…
s. 5

