– O czwartej nam się napój skończył. Zagrycha już wcześniej, pod koniec piliśmy pod sałatkę z chryzantem. –… — Joanna Chmielewska

– O czwartej nam się napój skończył. Zagrycha już wcześniej, pod koniec piliśmy pod sałatkę z chryzantem.

– Zwariowałeś? Z jakich chryzantem?

– A może to nie były chryzantemy. Jakiś taki postrzępiony kwiatek matka miała w doniczce, posiekaliśmy drobno, doprawiliśmy śmietaną i wtroiliśmy pod ostatnie pół litra.

– Podziękuj Bogu, że nie był trujący…

– Mnie trucizna nie szkodzi. Rąbnąłem sobie raz pięćdziesiąt gramów politury do mebli i też się nic nie stało.

– Po jakiego diabła piłeś politurę do mebli?!

– No przecież nie specjalnie! Kumpel się pomylił, miał w kredensie butelkę porterówki i butelkę tej politury i pomieszały mu się.

– Nie powąchałeś przedtem…?

– Katar miałem, co miałem wąchać. Trzy dni mi się odbijało pokostem.

s. 226Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0