– Co to jest? – spytał Pniewski. – Hotel, panie profesorze – odparł usłużnie ów kretyn. Przez moment Pniewski… — Joanna Chmielewska
– Co to jest? – spytał Pniewski.
– Hotel, panie profesorze – odparł usłużnie ów kretyn.
Przez moment Pniewski myślał podobno, że jest to fragment posadzki albo inny szczegół wykończenia.
– No dobrze – rzekł, wskazując kolejne elementy. – A co to jest to? I to? I to?
– Tak jak pan profesor kazał. Hol, dookoła półtora traktu, korytarz i pokoje…
– Panie, ile ten hol ma…?!
– Tak jak pan profesor kazał. Osiemdziesiąt metrów kwadratowych. Czterdzieści na czterdzieści.
s. 72Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Irenę Lubowicka, bardzo piękną dziewczynę, spotkało na ulicy niezwykłe szczęście. Do tej inwentaryzacji i łażenia po drabinach wkładała spodnie, a rzadko w owych czasach kobiety nosiły spodnie i było to źle widziane przez społeczeństwo. Szła sobie, z przeciwka szedł jakiś facet, nawet podobno młody i przystojny, spojrzał na nią, splunął i rzekł z wielkim zgorszeniem:
– Fu, co za ohyda!
s. 64
– Ty, co byś zrobił, gdybyś się obudził rano i okazałoby się, że te całe studia to był tylko sen?
Bolek popatrzył na mnie ponuro.
– Upiłbym się z radości i zostałbym traktorzystą – odparł głosem grobowym.
s. 81
Uczmy się na cudzych błędach, bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy…
s. 5

