Wstałem, uniosłem wzrok, wpółoślepiony, spojrzałem mu w oczy, niebieskie źrenice, opalona skóra, uśmiechał… — Jacek Dukaj
Wstałem, uniosłem wzrok, wpółoślepiony, spojrzałem mu w oczy, niebieskie źrenice, opalona skóra, uśmiechał się pod wąsem, co miał oznaczać ten uśmiech, śni mi się do dzisiaj, uśmiech tryumfującego kratistosa. Czy ty to rozumiesz? Wyrzekłby słowo, a wyrwałbym sobie serce, by go zadowolić.
Splunąłem mu w twarz.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka – im wszystko jedno, jak żyją.
s. 431
Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.
– Masz żonę i dzieci.
– A pies je jebał.

