Jeśli zimową nocą podróżny, poza osadą Malbork, wychylając się nad brzegiem urwiska, nie lękając się wichury… — Italo Calvino
Jeśli zimową nocą podróżny, poza osadą Malbork, wychylając się nad brzegiem urwiska, nie lękając się wichury ani zawrotu głowy, patrząc w dół, gdzie zagęszczają się cienie, w sieci zbiegających się linii, w sieci przecinających się linii, na dywan z liści w poświacie księżyca, wokół pustego grobu… – jakaż historia tam w tle czekana zakończenie? – pyta ciekawy dalszego ciągu opowieści. (…) – Tak, powieść która tak się zaczyna (…) mógłbym przysiąc, że już ją czytałem…Pan ma tylko początek i chciałby pan znaleźć dalszy ciąg, nieprawda? Kłopot w tym, że kiedyś wszystkie opowieści zaczynały się tak samo. Ktoś przechodził pustą drogą i dostrzegł coś, co przykuwało jego uwagę, co zdawało się skrywać jakąś tajemnicę lub zawierać przestrogę. Wówczas on pytał o wyjaśnienie i opowiadano mu długą historię…
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Nie, pamięć jest prawdziwa dopóty nie zechce się jej utrwalić, nadać jej zamkniętej formy.
Spełnić pierwszy warunek, aby wskrzesić pierwotny stan rzeczy, chwilę, zanim wydarzyło się wszystko to, co w następstwie się wydarzyło. Właśnie to mam na myśli, gdy mówię, że chciałbym popłynąć pod prąd czasu: chciałbym wymazać skutki pewnych wydarzeń i przywrócić sytuację wyjściową, lecz każda chwila mojego życia niesie z sobą nagromadzenie nowych faktów, a każdy z tych faktów niesie własne następstwa, im bardziej zatem staram się cofnąć do punktu zerowego, z którego wyruszyłem, tym bardziej się od niego oddalam, nawet jeśli wszystkie moje poczynania zmierzają do tego, aby wymazać skutki poprzednich poczynań, w czym udaje mi się nawet osiągnąć pewne wyniki, tak że budzi się we mnie nadzieja na doznanie natychmiastowej ulgi, muszę jednak liczyć się z tym, że każdy mój ruch. Jest to moment (w historii kultury Zachodu), w której autorealizacji na papierze poszukują nie tyle odrębne jednostki, ile całe zbiorowości: Członkowie akademickich seminariów, grupy operacyjne, ekipy uczonych, zupełnie jakby praca intelektualna budziła uczucie takiego przygnębienia, że nie można jej już stawić czoła w pojedynkę. Postać autora stała się zbiorowa i porusza się zawsze w grupie, bo nikt nie może być upoważniony do reprezentowania kogokolwiek.
Tym, czego pragnąłbym najbardziej na świecie – (…) – jest odwrócenie biegu zegarów (…) – Wystarczy cofnąć wskazówki (…) – Nie, chciałbym to zrobić siłą woli.

