Wtedy niebo przecięło kilka nieregularnych białych linii światła. Seria grzmotów wstrząsnęła ziemią w… — Haruki Murakami

Wtedy niebo przecięło kilka nieregularnych białych linii światła. Seria grzmotów wstrząsnęła ziemią w posadach. Zupełnie jakby ktoś otworzył pokrywę piekła. (…) Na koniec jeden z piorunów uderzył zaraz obok, a potem zapadła cisza. Była tak gęsta, że nieomal dusząca. Powietrze było ciężkie, stojące, przesycone wilgocią, wyczuwało się w nim jakieś lekkie podejrzenie i spisek. Miało się wrażenie, że unoszą się w nim niezliczone szpiegujące uszy. Spowici ciemnością w biały dzień zamarli tak bez słowa. Nagle, jakby sobie coś przypomniał, zerwał się wiatr, wielkie krople deszczu znów uderzyły o szyby, zaczęły się grzmoty, lecz nie miały już w sobie poprzedniej gwałtowności. Burza oddalała się od miasta.

Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0