Powiadają, że baseball to metafora życia. Patrząc na linie główną, Myron uznał, że coś w tym jest. Że linia… — Harlan Coben
Powiadają, że baseball to metafora życia. Patrząc na linie główną, Myron uznał, że coś w tym jest. Że linia oddzielająca dobro od zła niewiele się różni od tej na boisku. Zrobiona z substancji tak nietrwałej jak wapno, z upływem czasu zanika. Wciąż trzeba ją poprawiać. Gdy przejdzie po niej odpowiednio wielu graczy, rozmazuje się i zaciera tak bardzo, że to, co prawidłowe, zmienia się w przekroczenie i vice versa - podobnie w życiu, też czasem nie sposób odróżnić dobra od zła.
Rozdział 38 · s. 374
Więcej z tej książki
Odpowiedzi nigdy nie zjawiają się z okrzykiem „Eureka!”. Potykając się, zmierzasz ku nim często w zupełnych ciemnościach. Z trudem przemierzasz nocą ciemny pokój, wpadasz na rzeczy, których nie widzisz, mozolnie brniesz naprzód, siniaczysz sobie golenie, przewracasz się, wstajesz, po omacku wędrujesz od ściany do ściany i liczysz, że w końcu natrafisz dłonią na kontakt. A potem – by pozostać przy tej kiepskiej, lecz niestety trafnej analogii – gdy nim pstrykniesz i pokój zaleje światło, niekiedy odkrywasz, że pokój ten wygląda tak, jak go sobie wyobrażałeś. I wtedy zadajesz sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby, gdybyś na zawsze pozostał w mroku.
Czasem nie chcesz uciec od świata, powiedział. Czasem chcesz uciec od siebie.
Wspólnota w nieszczęściu i cierpieniu przyciągnęła ich do siebie jak magnes. Zaczęło się od pokusy, a gdyby tak wszystko rzucić i uciec?

