Na zewnątrz Kolumbia kradnie i morduje, wewnątrz tworzy prawo. Jedno wynika z drugiego, jest jego echem… — Fernando Vallejo
Na zewnątrz Kolumbia kradnie i morduje, wewnątrz tworzy prawo. Jedno wynika z drugiego, jest jego echem. Wszystko określono prawem, wszystko obłożono podatkiem, wszystko sparaliżowano. Nie poruszy się liść na drzewie ani nie powieje w Kolumbii wietrzyk bez zapłacenia ustalonego prawem podatku. Prawo ma uspokajać sumienia członków kongresu – niech im się zdaje, że pracują. A podatek – utrzymywać jakiegoś biurokratę, który drapie się po nadętym brzuchu za swoim biurkiem i z zarozumiałą nieudolnością wzbrania drzewu poruszać się, a wiatrowi swobodnie wiać. Gdyby było milion mniej praw, milion mniej podatków, milion mniej chamskich urzędasów, to może my – zwykli śmiertelnicy, którzy ledwo wiążemy koniec z końcem, postaralibyśmy się zarobić tyle, żeby kupić złodziejowi z Bagdadu dwa perskie dywany: jeden dla senatu – nie musiałby się wstydzić – a drugi dla nas, do latania. Póki co, senat i izba niższa dalej produkują prawa z wytrwałością hiszpańskiej maszyny wyciskającej churros, my zaś żyjemy jak w filmie: uchylając się z jednej strony przed podatkami, z drugiej – przed zbłąkanymi kulami w czasie napadu albo przed złością kierowcy.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Pewnego dnia znów cię zobaczę, dziadku, wśród zakamarków snu…
Prawdę mówiąc, nigdy nie przekonywał mnie sport jako spektakl; czy wygra jeden koń, czy drugi, jest mi dokładnie wszystko jedno, skoro ani nie jestem koniem, ani się nie ścigam.
Wszystkie zmierzchy są takie same, banał. I wszystkie – guzik warte: budzą w tobie marzenia, które się nigdy nie ziszczą.

