Jest 7 września. Świeci słońce. Żyją jeszcze, nie stracili jeszcze przymiotnika „żywy”: prezydent Salvador… — Edward Stachura
Jest 7 września. Świeci słońce. Żyją jeszcze, nie stracili jeszcze przymiotnika „żywy”: prezydent Salvador Allende, poeci: Pablo Neruda i Wystan Hugh Auden, filozof Gabriel Marcel, komik Fernand Raynaud i dziesiątki, setki, tysiące innych o nazwiskach nie znanych szerokiemu światu. Wszyscy oni już wkrótce umrą, powaleni przez mniej lub bardziej straszliwe choroby, zginą w wypadkach samochodowych i innych, zamordowani zostaną przez człekokształtnych.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Znam takich, którzy wysiadają na jakiejś stacji albo wprost wyskakują z pociągu (…), żeby wejść w krajobraz, który ich nagle olśnił. Żeby być w nim. Wtopić się weń. Być jedną linijką, jednym wersem w tym wierszu.
Teściowe, wie pan, są jak najwięksi poeci: Homer, Dante, Szekspir, Molier – bez narodowości. To znaczy, należą do wszystkich narodowości – powiedziałem kierowcy jakiś czas potem, kiedy już pruliśmy autostradą na Południe, ścigając się z wiatrem.
Pół dnia rąbałem drzewo na podwórzu domostwa dwu dzielnych kobiet pomiędzy Obornikami Śląskimi (Ślicznymi, jak mówią niektórzy) a Trzebnicą. Był to piękny wiersz, ta wielka kupa porąbanego drzewa. Ogień tego wiersza wiele razy zaludni żywym, ciepłym blaskiem długie jesienne chłodne wieczory i krótkie mroźne poranki.

