– Spadł pan z księżyca? Pasibrzuchy i pasożyty jeździli na głodujących ludziach pracy niczym na łysej kobyle… — Borys Pasternak
– Spadł pan z księżyca? Pasibrzuchy i pasożyty jeździli na głodujących ludziach pracy niczym na łysej kobyle, zamęczali ich na śmierć i tak miało pozostać nadal? Czy naprawdę nie rozumie pan, jak słuszny był gniew ludu, pragnienie sprawiedliwego życia, poszukiwanie prawdy? A może pan sądzi, że radykalny przewrót można było osiągnąć w dumach państwowych, drogą parlamentarną, i że można się obejść bez dyktatury? – Mówimy o różnych sprawach i choćbyśmy dyskutowali całą wieczność, nie dogadamy się. Byłem nastawiony bardzo rewolucyjnie, ale teraz myślę, że przemocą niczego się nie osiągnie. Do dobra należy zachęcać po dobroci.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
To rzecz niemała – być kobietą
Wierności, namiętności czarne!Rozpłyńmy się w jesiennej dali!We września szumie i bezmiarzeGraż się, zamieraj lub oszalej!
Po całej ziemi wciąż śnieżyło,Wszędzie śniego leciał,Świeca na stole się paliła,Płonęła świeca.Jak gęste roje muszek w lecieLecą na płomieńTak płatków rój ze dworu leciałKu ramie w oknie.Do szyby zamieć się lepiłaW kręgach i krezach,Świeca na stole się paliła,Płonęła świeca.Na sufit cały rozświetlonyKładły się cienieSkrzyżowań nóg, skrzyżowań dłoniI przeznaczenieI dwa trzewiki upadałyNa ziemię z stukiemI wosk z lichtarza kapał łzami,Spadał na suknię.Wszystko w mgle śnieżnej się gubiłoPłatków, co lecą.Świeca na stole się paliła,Płonęła świeca.Na świecie dmuchał z kąta przeciąg.Pokusa, płonąc,Jak anioł skrzydła wzniosła, lecąć,Na krzyż złożone.Przez cały luty wciąż śnieżyłoI blask się wzniecałŚwieca na stole się paliła,Płonęła świeca.

