– Tak, ten stolik, ten z mosiądzu, to od kapitana Wilsona. Przysłał go dla mnie z Singapuru. Tamten mosiądz z… — Agatha Christie
– Tak, ten stolik, ten z mosiądzu, to od kapitana Wilsona. Przysłał go dla mnie z Singapuru. Tamten mosiądz z Benares też od niego. Ładny, prawda? A ta śmieszna rzecz na popielniczce pochodzi z Egiptu. To szkarabusz, jakoś tak się nazywa. Ty pewnie będziesz wiedziała. Brzmi jak nazwa swędzącej wysypki, ale to nie to. To jakiś żuk. Zrobiono go z kamienia. I to cennego. Jasnobłękitny. Lepki… azulan… lepki azulan albo coś podobnego.
– Lapis-lazuli – podsunęła pani Oliver.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Więc pomyślałam sobie, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są jak słonie. Ponieważ słonie, jak to się mówi, mają dobrą pamięć.
– Tak, słyszałem ten zwrot – przyznał Poirot.
– Słonie mają dobrą pamięć – powtórzyła pani Oliver. – Zna pan tę bajkę, na której wychowują się dzieci? O tym, jak pewien hinduski krawiec wbił igłę czy coś takiego w kieł słonia. Nie, nie w kieł, w trąbę oczywiście, wbił ją słoniowi w trąbę. A kiedy słoń spotkał krawca następnym razem, miał trąbę pełną wody i wylał całą na krawca, choć nie widział go od kilku lat. Nie zapomniał. Pamiętał. O to właśnie chodzi. Słonie nie zapominają. Muszę więc znaleźć parę słoni.
Pani Oliver z aprobatą rozglądała się po przedmieściu Cheltenham. Tak się złożyło, że nigdy nie trafiła tu wcześniej. Jak miło, powiedziała do siebie, zobaczyć domy wyglądające niemal jak domy, to znaczy właściwe domy.
– Naprawdę – powiedział – matki…
– Rozumiem – pomógł mu Poirot. – Wszystkimi targają dziś burzliwe uczucia, choć może tak było zawsze. Matki stale robią dla swoich dzieci coś, czego raczej robić nie powinny. Mam rację?

